Wyróżnione
Dodano 1 rok temu

Wiosenny Moto Weteran Bazar w Łodzi

(2 opinie)

W miniony weekend (6 – 7 maja) odbył się łódzki Moto Weteran  Bazar. To największa i najstarsza impreza tego typu w Polsce, organizowana jest od ponad 30 lat. Choć rośnie jej konkurencja (w Warszawie, Wrocławiu, Toruniu, Poznaniu) łódzki Moto Weteran Bazar póki co pozostaje imprezą największą i najważniejszą.

Ma w prawdzie w tytule „Weteran”, w rzeczywistości jednak od wielu lat jest to handlowe wydarzenie, dotyczące motocykli zabytkowych, klasycznych i współczesnych.

W tym roku wiosenny Moto Weteran Bazar (odbywają się też edycja w innych porach roku) był rekordowy pod względem liczby sprzedających i odwiedzających. Przygotowano blisko 1000 stoisk. Owszem, można było naliczyć trochę pustych miejsce, a niektórzy sprzedawcy wykupili kilka stoisk obok siebie robią z nich jedno duże, tak czy owak kilkuset sprzedawców oferowało różne rzeczy motocyklowe – pojazdy, części, akcesoria, ubrania. Mimo chmurnej, a później deszczowej, pogody dopisali także odwiedzający. Gdy tam dotarłem (w sobotę o godz. 9.30) musiałem stać ok. 20 minut w kolejce po bilet.

Warto też odnotować, że impreza ta, z roku na rok, utrwala swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Wśród odwiedzających słyszałem wiele rozmowy po niemiecku, angielsku, litewsku, węgiersku.  

Łódzki Moto Weteran Bazar ma specyficzny klimat, dla mnie trochę trudny do zrozumienia. Jakby nagle w tym miejscu zapanował inne zasady ekonomiczne. Jeżeli coś możesz kupić w internecie za 50 zł, w Łodzi kosztowało to 70 zł. Jeżeli jakiś motocykl w dobrym stanie wart jest 10 000 zł, to „śmieć” (czyli motocykl mocno zmęczony życiem) tej samej marki i modelu w Łodzi kosztował 15 000 zł. I z niewielkimi wyjątkami tak było ze wszystkim. Inną ciekawostką tej imprezy był swoisty „marketing”, zwłaszcza dotyczący motocykli i motorowerów polskich. Sporo osób poszukiwało takich pojazdów, ale ich ceny sięgały wariackiego poziomu (np. motorynka – 10 000 zł i więcej, Junak 50 000 zł i więcej, itp.). Żeby nieco ostudzić magię cyfr sprzedawcy podawali ceny w Euro. Tak więc motorynka to tylko „2500” a Junak „11 000” i wszystko było fajnie do chwili, aż padło magiczne słowo: „Euro”.           

Po cóż więc jechać do Łodzi? Po części, których nie można znaleźć w internecie. Po części dorabiane (repliki) przez ludzi specjalizujących się w tym (ci trzymali stałe ceny, czy to Łódź czy sprzedaż internetowa), aby spotkać znajomych, aby porozmawiać o motocyklach, aby zapolować na jakieś kolekcjonerskie okazy (czasami się to udaje).     

Motocykli było dużo, w tym trochę ciekawostek, m.in. ładny Sunbeam S7, kompletna replika podwozia motocykla Sokół 1000 (już niedługo będzie można zbudować cały motocykl z części produkowanych współcześnie), FN bokser, trochę klasyki – czyli BMW R 75 i R 12, Zundapp KS 750 i K 800, Indian 741B, kilka czterocylindrowych Arieli, powojenny Zundapp KS 601, kilka szwajcarskich Condorów. Do tego krajowe WFM, WSK, SHL, Junak i części do nich w dużych ilościach. Motocykle innych „demoludów” (Jawy, Panonię, MZ-tki). Masa części do Iwanów, czyli motocykli radzieckich: M 72, K 750, Ural, Dniepr i innych. Sporo było motocykli francuskich z lat 30. i 40., w większość w stanie do poważnej renowacji. Ze współczesnych motocykli było trochę leciwej „japonii”, BMW i Harleyów-Davidsonów. Ta giełda należała jednak w większości do motocykli zabytkowych.   

Plan

I to by było w sumie na tyle, bo trudno opisywać, co znajdowało się w tysiącach skrzyń i kontenerów, w których wystawiano części. Myślę, że sporo osób znalazło tu to czego szukali.   Na koniec rada – nie polecam wybierać się tam z bliską waszemu sercu kobietą (żoną, dziewczyną, itp.), może nie wytrzymać nerwowo, gdy zobaczy jak targujesz się o zardzewiały błotnik za 1000 zł. Taki widok może odcisnąć się trwały piętnem na waszym związku. Owszem, błotnik czy inną część trzeba kupić, jeżeli jest potrzebna, ale wasza kobieta nie musi wiedzieć za ile. Tu przypomina mi się internetowy mem, krążący po Facebook-u, z tekstem: „Boże, po mojej śmierci nie pozwól żonie sprzedać części za tyle, za ile powiedziałem, że je kupiłem”.



Podziel się z innymi

Dodaj komentarz