Jak na drugą edycję, impreza była imponująca – ponad 400 pojazdów wszelkich typów i marek: motorowery, motocykle, samochody, traktory. Każda z tych grup reprezentowana była w szerokiej rozpiętości czasowej.
Interesujące nas najbardziej motocykle pochodziły już z lat 30. (m.in. kilka Sokołów 1000, BMW, DKW, Zündapp). Okres powojenny to WFM, WSK, SHL, Junaki, skutery Osa, sporo motocykli radzieckich (M-72, K-750, Ural, Dniepr). Nie zabrakło też MZ-tek i Jaw – 250 z lat 60. i 350 z lat 80. Choć nie są to pojazdy bardzo stare, wzbudzały dużo emocji u zwiedzających za sprawą powracających wspomnień. Ostatnie 30 lat reprezentowało sporo motocykli japońskich. Najmłodszym motocyklem był chyba Triumph Trident 660 (w wersji limitowanej, nawiązującej do wyścigowych tradycji tej marki), którym przyjechałem – opuścił on fabrykę kilka miesięcy temu. Wszystkie motocykle cieszyły oko i przyciągały uwagę.
Tak samo szeroką gamę reprezentowała ekspozycja samochodów – Ford T, kilka aut z lat 20. i 30. (przyjechały o własnych siłach), wojenny jeep Willys MB (albo Ford GPW – nie sprawdziłem pod maską, a z zewnątrz auta są bliźniacze) i oczywiście liczna reprezentacja aut z lat PRL – Polskie Fiaty, Škody, Trabanty, Wartburgi itd. Moją uwagę na dłuższą chwilę zatrzymał Moskwicz 400 z 1954 r., zachowany w oryginalnym stanie. Samochód może niezbyt reprezentacyjny, ale o bogatej historii. Uśmiechnąłem się, przechodząc obok Jaguara E-type (kabrioleta) – uważam, że to jedno z najładniejszych aut wszech czasów. Interesująco wyglądała grupa Volkswagenów Garbusów. Były też: Ford Mustang, Citroën BL 11, Renault 4, kilka Mercedesów i Jaguarów różnych typów i wiele innych.
Z przyjemnością obejrzałem też kilka prezentowanych traktorów, zwłaszcza te z lat 50. i 60. To też historia motoryzacji, choć przegrywająca z lśniącymi limuzynami. Ja jednak bardziej od zachwycania się lśnieniem chromów i lakieru lubię poznawać ciekawe rozwiązania techniczne.
Impreza odbyła się za sprawą działań i pasji Adama Sulewskiego. Poza zorganizowaniem ciekawego pikniku motoryzacyjnego, jego zasługą jest też integracja sił lokalnych – były m.in. panie z koła gospodyń wiejskich, strażacy z OSP, okoliczni przedsiębiorcy, którzy wsparli organizację. Imprezę odwiedziło wiele rodzin – chodząc wśród oglądających, często słyszałem, jak rodzice opowiadali dzieciom o tym czy innym pojeździe. Uważam to za bardzo cenne.
Zacny jest też patron zlotu – mjr Henryk Dobrzański „Hubal” – choć mam wrażenie, że można było bardziej przedstawić jego postać, ale jest to do wybaczenia, gdyż nie bardzo było kiedy to zrobić, bo ciągle coś się działo na scenie i pod sceną.
Historia „Hubala” została zniekształcona przez propagandę lat PRL, a potem jakoś nikt nie przyłożył się do tego, aby rzetelnie przedstawić tego bohatera. Wiąże się z nim wiele ciekawych wątków – powiązania rodzinne z żoną prezydenta Mościckiego, postać Macieja Kalenkiewicza, który później był współtwórcą pomysłu przerzutów wyspecjalizowanych w dywersji żołnierzy z Zachodu do Polski (znamy ich z historii jako Cichociemnych). Jest jeszcze ciekawy wątek pseudonimu „Łupaszka”, ale to wymaga dłuższej opowieści, a zdaję sobie sprawę, że nie wszystkich interesuje historia. Tak czy owak, „Hubal” to prawdziwy bohater!
Muszę wspomnieć o miłej atmosferze zlotu – organizatorzy pełni pasji i dobrego humoru, duży teren pozwalał na spokojne zaparkowanie, dobry bufet (na takich imprezach najlepiej smakują potrawy z grilla – karkówka albo kiełbasa).
Zabraniec leży zaledwie 30 km od Warszawy, co zapewne wpłynęło na frekwencję wystawiających pojazdy oraz zwiedzających. Impreza trwała od godz. 12 do 16 – idealnie tyle, aby pooglądać pojazdy i porozmawiać ze znajomymi. Wracając, miałem jeszcze trochę sił, więc pojechałem do Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Polecam.
Foto: Artur Wajda





















































