Wyróżnione
Dodano 1 miesiąc temu

X Podlaski Motocyklowy Rajd Papieski

(1 opinia)

Sobotni poranek w końcu przywitał mnie białymi cumulusami. Po kilku dniach deszczu dało to promyk nadziei na suchy wyjazd. Obowiązkowa poranna kawa i kilka wdechów rześkiego świeżego powietrza udekorowanego radosnym poćwierkiwaniem ptaków.

Mieszkając w osadzie leśnej tak mnie wita dzień. Jeszcze łyk kawy i pora budzić młodego. Borys mozolnie unosi powieki i marudnie odpowiada, że chyba odpuszcza. Dźwignął się jednak z łóżka i po kilku moich zachętach dał się namówić. Od kilku dni już mnie męczył, żeby się gdzieś przejechać na motocyklu. Mobilizacja. Szybkie śniadanie, ciuchy na siebie i ciśniemy na start rajdu. Trasa około 45 km mija szybko i sprawnie, jeszcze tankowanie bo na 1/4 kotła raczej nie dolecimy do końca rajdu.

Docieramy na Błonie – tam już naprawdę spora grupa motocyklistów czeka przy namiocie Stowarzyszenia Kocham Polskę nieopodal Krzyża Papieskiego. Msza św. polowa, a po mszy poświęcenie maszyn i kawalkadą motocykli ruszyliśmy pod pomnik św. Jana Pawła II w centrum Siedlec. Tam złożenie wieńca, chwila oddechu.

 

 

Kolejny przystanek to Korczew. Droga do tej miejscowości położonej nad południowym brzegiem Bugu wije się przez podlaskie pola i małe wioski. Kolumna dość wolnym tempem przemierza tę trasę – w moim odczuciu nieco za wolno. Prowadzący powinni brać poprawkę na motocykle chłodzone powietrzem. Przy tempie oscylującym między 40-60 km/h chłodzenie silnika jest nieznaczne. Oczywiście nie mówię tu o terenie zabudowanym, ale już po za nim spokojnie można jechać taką kolumną 70-80 km/h. Momentami mój mały pasażer prawie zasnął 😉

W Korczewie zatrzymaliśmy się na placu przy Urzędzie Gminy vis-à-vis pięknego pałacu w Korczewie, który już został znacząco odbudowany po pożarze sprzed kilku lat. Motocykliści otrzymali słodki poczęstunek i mogli skorzystać z gorących lub zimnych napoi. Przystanek owocował nawiązywaniem nowych znajomości.

Z Korczewa ruszyliśmy do Drohiczyna. Tym razem tempo już było idealne, nie za szybko, by WSK 125 nie musiała iść na „odcinie”, ale „olejki” miały już o wiele lepiej. Po drodze mijaliśmy kolejne miejscowości, w których mieszkańcy ochoczo wymaszerowali ze swoich domostw, aby pozdrawiać przejeżdżająca kawalkadę maszyn.

 

 

W Drohiczynie zatrzymaliśmy się na finiszu rajdu, był to plac przy rzece Bug. Tam na motocyklistów czekała gorąca grochówka, którą można było się posilić, a następnie posłuchać miłego dla ucha koncertu Neli Zawadzkiej. Rzeka Bug jest miejscem które zawsze na mnie wpływa pozytywnie, jego nieuregulowane koryto, nieskazitelna dzikość tylko to potęguje.

Po posiłku wraz ze znajomą ekipą stwierdziliśmy, że zbyt młoda godzina by wracać do domu. Padło hasło: Wojtki koło Bielska Podlaskiego – otwarcie Podlaskiej Przystani Motocyklowej: 52.65286726547676, 22.940878832887357. Ruszyliśmy z Drohiczyna drogą na Dziadkowice. Mijane tereny jakbym czytał Pana Tadeusza, widoki te potęgują otwarte przestrzenie, nieskażone słupami energetycznymi. Drewniane domy w miejscowościach, na niektórych jeszcze można zobaczyć drewniane okiennice. Docieramy na miejsce. Wita nas duży zielony plac otoczony lasem z przygotowaną infrastrukturą. Płonące ognisko i dosyć spora ilość motocyklistów. Miejsce warte odwiedzenia lub skorzystania z noclegu podczas planowanej trasy po Podlasiu.

 

 

Powrót to sielanka, bez większych utrudnień mimo jazdy przebudowywanym odcinkiem DK19. Lubię tę drogę, fantastycznie wije się przez wschodnią część kraju. Myślę, że po uruchomieniu S19 dawne odcinki DK 19 będą jeszcze bardziej ciekawą alternatywą dla motocyklistów, aby podczas spokojnej jazdy zaczerpnąć tego malowniczego kawałka kraju.






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz

  1. Avatar for Michał Sierpień Naczelny says:

    Z synem na moto – fantastycznie