Dodano 1 miesiąc temu

Wszystko się zaczęło od czerwonego Komarka, przez piekło w Rumunii do kolejnych planów

(Brak opinii)

Wszystko zaczęło się dekadę temu.

Mój pierwszy Czerwony Komar. Totalny ulep, złożony z trzech różnych egzemplarzy tylko po to, żeby w ogóle dało się na nim jechać. To na nim, łykając kurz na polnych drogach, zrozumiałem, że dwa koła to nie jest po prostu sposób na przemieszczanie się. To pasja, która zostaje w głowie na zawsze.

Przez te 10 lat moja stajnia powoli się zmieniała. Zaraz po 18-tce zrobiłem A2 i wpadło Suzuki GS500. Mój wierny wół roboczy – służył mi jako główny środek transportu do szkoły i pracy, niezależnie od pogody. Potem przyszła pora na pełne prawo jazdy i przesiadkę na Yamahę FZ6. I tu zaczęła się zupełnie inna bajka. Inna moc, inna kultura pracy i apetyt na prawdziwe wyprawy.

 

 

Rumunia: Transfogarska to był dopiero początek

Fazerem nakręciłem już 15 tys. km, ale to zeszłoroczna Rumunia była prawdziwym chrztem bojowym. Plan był prosty: przejechać Transalpinę i Trasę Transfogarską. Ale jak to w trasie bywa – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Siedząc wieczorem przy mapie, uznaliśmy z kumplami: „Mamy jeden dzień zapasu, lecimy nad Morze Czarne!”.

Dzień, w którym asfalt zamienił się w piekarnik

Ta decyzja wystawiła nas na ciężką próbę. Trafiliśmy na najgorętszy dzień wyjazdu. Długa trasa po rumuńskich autostradach była walką o przetrwanie. Od asfaltu biło takim żarem, jakby ktoś otworzył przed nami drzwi od wielkiego pieca piekarskiego.

Nie dało się jechać „ciągiem”. Zatrzymywaliśmy się co chwilę, nie po to, żeby podziwiać widoki, ale żeby chociaż na 10 minut wejść do klimatyzowanej stacji paliw i wlać w siebie litry wody. Każdy kilometr w pełnym stroju był wyzwaniem, ale kiedy w końcu poczuliśmy bryzę i zobaczyliśmy plażę w Konstancy… wiedzieliśmy, że było warto. Ten widok wynagrodził nam każdą kroplę potu. Łącznie pękło 3500 km, a Yamaha poradziła sobie bez zająknięcia.

Jest sprawa – licencjat i ankieta (Pomóżcie!) Właśnie domykam studia i planuję kolejny, jeszcze dalszy wyjazd. Ale zanim ruszę w trasę, muszę uporać się z rzeczywistością i obronić dyplom. Piszę pracę licencjacką o nas – o zachowaniach zakupowych motocyklistów w Polsce.

Mam do Was ogromną prośbę. Potrzebuję zebrać ponad 100 wypełnień ankiety, żeby moje badania miały sens. Pomożecie koledze po fachu? Zajmie Wam to dosłownie kilka minut, a mi bardzo pomoże domknąć ten etap i skupić się na planowaniu kolejnej wyprawy.

👉 https://forms.office.com/r/7LH5G6vVnm

 

 






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz