Wyróżnione
Dodano 10 miesięcy temu

Wesoła wycieczka na SOR” czyli jesienny poradnik dla motocyklisty…

(1 opinia)
Jestem ratownikiem medycznym z kilkunastoletnim stażem. Widziałam już więcej motocyklistów na deskach ortopedycznych niż w salonach Hondy czy Harleya . I choć kocham motocykle (a adrenalina jest mi nieobca), to z mojej perspektywy sezon jesienno zimowy to loteria asfalt zimny, wilgotny, śliski, a błąd kosztuje więcej niż stłuczka autem.
Dlatego, żeby wam to uzmysłowić, opowiem wam jak to wygląda na szpitalnym SORze po glebie. Stało się asfalt wygrał. Motocykl w rowie, a ty w pozycji rozgwiazdy na środku drogi.
I wtedy wjeżdżamy my ratownicy.
🚑 Etap 1: BTLS (czyli Badanie Urazowe, Basic Trauma Life Support) – To taka motocyklowa wersja spa
Leżysz na asfalcie jak rozjechany naleśnik, a my ratownicy zaczynamy od BTLS (Badanie Urazowe). W skrócie to obmacywanie od stóp do głów, żeby sprawdzić, czy coś jest złamane, rozcięte albo wgniecione tam, gdzie nie powinno być. Wygląda to tak, że dotykamy twojej głowy (czy kask nie zrobił sobie z mózgu galaretki), szyja, klatka, brzuch czy coś nie chrupie jak chipsy,
miednica czy jest w całości, czy już w zestawie LEGO, kończyny czy noga jest nadal przy nodze, czy może już aspiruje do roli w filmie o zombie. tu pojawia się komfort pacjenta. Wyobraź sobie że leżysz w chłodzie, adrenalina, ból, a my cię obmacujemy w każdym zakamarku. To nie jest masaż tajski w SPA. To bardziej przypomina masaż w wersji „Znajdź złamanie i zobacz, czy pacjent krzyknie” albo przesłuchanie tajnych służb.
🚑 Etap 2: VIP transport karetką Pakujemy cię na deskę, przypinamy pasami jak kebsa w tortilli i hop do karetki. To najbardziej luksusowa taksówka, w której nie wybierasz ani trasy, ani muzyki. Zamiast Spotify masz syrenę, a zamiast kierowcy Ubera ratownika Zenka , który wie, ile masz saturacji.
W środku same atrakcje: wkłucie w żyłę wersja gratis, maska z tlenem pachnie jak stare klapki na basenie, ciśnienie i puls co chwilę sprawdzane, jakbyś był nowym modelem smartfona, a jeśli za głośno protestujesz mamy pakiet wyciszający w formie leków.Dla ciebie haj murowany, możesz gadać o smokach, UFO albo że jesteś Valentino Rossi. Dla nas święty spokój. W końcu nie musimy cię pilnować jak dziecka w IKEA.
Tak, to właśnie ta chwila, kiedy w karetce robi się błogo pacjent buja w obłokach, a my możemy spokojnie dowieźć go do SORu, zamiast walczyć, żeby nie wyrwał sobie wenflonu.
🏥Etap 3: czerwony dywan na SORze – Na oddziale witają cię jak gwiazdę. Tylko zamiast oklasków dostajesz nożyczki do ubrań. Twoja motokurtka za parę stówek ? Pa pa. I słychać tylko „Nie tnijcie mi ciuchów, one kosztował więcej niż twoja stara!”
– „Ale ma pan rękę złamaną w trzech miejscach.”
– „To tylko ręka”
Wtedy zawsze wraca przytomność. Pacjent, jeszcze przed chwilą półprzytomny, nagle odzyskuje zdolność pełnych zdań, potrafi wykłócać się jak prawnik i negocjuje z nami jakby chodziło o sprzedaż mieszkania. W głowie motocyklisty wygląda to jakbyśmy właśnie niszczyli święty relikt. Bokserki w Minionki? O tak, teraz znają je wszyscy.
Protokół medyczny jest prosty:
„Oddycha pan?” – „Jeszcze tak…”
„Wie pan, jak się nazywa?” – „MotoRambo 125, proszę pani !”
„Kto jest prezydentem?” – i nagle to najtrudniejsze pytanie w twoim życiu.
🏥 Etap 4: Sala diagnostyczna . Tu magia się dzieje. Po czerwonym dywanie trafiasz do sali, w której każdy aparat wygląda, jakby wziął udział w wyścigu tortur technologicznych. RTG? Proszę bardzo ustawiasz się jak model w kampanii reklamowej, tylko pozowanie wymaga, żeby nie złamać tego, co już złamane. Rezonans magnetyczny? Tu wchodzimy do kapsuły, która wygląda jak TARDIS po imprezie Halloween, a ty masz leżeć spokojnie, bo inaczej zamienisz się w chodzący skład puzzli.
A personel? Oddziałowa Pani Znużona (imię wymyślone, ale idealne) chodzi po sali jak władczyni świata i wydaje rozkazy z taką energią, że sam Lenin w grobie by się zdziwił.
– „Przygotować pacjenta do rezonansu!”
– „Ale ja mam tylko siniaki!”
– „Pacjent wciąż żywy? To wystarczy!”
Lekarz natomiast stoi w rogu, patrzy w punkt i zastanawiasz się, czy myśli o leczeniu, lunchu, czy ostatniej scenie z „Breaking Bad”. Czasem mruga i niby coś mówi ale bardziej przypomina to komentarz do filmu w obcym języku niby rozumiesz, ale nie do końca.
Każdy pacjent tu ma swoje supermoce jak wyczuwanie najmniejszego dyskomfortu na 2 metry, nagłe przypomnienie sobie wszystkich urazów z ostatnich 10 lat, i talent do filozofowania o życiu w najbardziej nieodpowiednich momentach.
🏥Etap 5: Jak wyjść z SORu z godnością (i przy minimalnym uszczerbku na ego) Sezon jesienno zimowy nie wybacza błędów, asfalt nie pyta, a liście na drodze mają więcej ambicji niż niejedna konkurencja motocyklowa. Twój kask może uratować ci głowę, ale nie twoją dumę. Twoje ubezpieczenie zdrowotne pokryje złamane kości, ale nie zakup nowego ego. SOR to nie salon motocyklowy . Tu nie ma oklasków, tylko radosne „pacjent wciąż żywy” i niekończące się „proszę zdjąć kurtkę”. A jeśli myślisz, że twój motocykl nauczył cię respektu, pamiętaj SOR jest jego wersją 2.0, upgrade z dodatkiem adrenaliny, zimna i łez.
Jesiennej szerokości dla odważnych. Niech liście na drodze będą tylko dekoracją, a asfalt trochę łaskawszy niż twoje ego po glebie. Kask niech chroni głowę, rękawice dłonie, a ubezpieczenie portfel. Każda jazda niech kończy się uśmiechem (i nie na SORze), a jeśli już wpadniesz w przygodę niech personel będzie tak zabawny jak ty w minionkowych bokserkach. Szerokości, cierpliwości i przetrwania w jesiennej aurze bo kto przeżyje liście, deszcz i własną głupotę, ten mistrzem sezonu. LwG moi mili. ✌️🐁





Podziel się z innymi

Dodaj komentarz