Jestem ratownikiem medycznym z kilkunastoletnim stażem. Widziałam już więcej motocyklistów na deskach ortopedycznych niż w salonach Hondy czy Harleya . I choć kocham motocykle (a adrenalina jest mi nieobca), to z mojej perspektywy sezon jesienno zimowy to loteria asfalt zimny, wilgotny, śliski, a błąd kosztuje więcej niż stłuczka autem.
Dlatego, żeby wam to uzmysłowić, opowiem wam jak to wygląda na szpitalnym SORze po glebie. Stało się asfalt wygrał. Motocykl w rowie, a ty w pozycji rozgwiazdy na środku drogi.
I wtedy wjeżdżamy my ratownicy.
Leżysz na asfalcie jak rozjechany naleśnik, a my ratownicy zaczynamy od BTLS (Badanie Urazowe). W skrócie to obmacywanie od stóp do głów, żeby sprawdzić, czy coś jest złamane, rozcięte albo wgniecione tam, gdzie nie powinno być. Wygląda to tak, że dotykamy twojej głowy (czy kask nie zrobił sobie z mózgu galaretki), szyja, klatka, brzuch czy coś nie chrupie jak chipsy,
miednica czy jest w całości, czy już w zestawie LEGO, kończyny czy noga jest nadal przy nodze, czy może już aspiruje do roli w filmie o zombie. tu pojawia się komfort pacjenta. Wyobraź sobie że leżysz w chłodzie, adrenalina, ból, a my cię obmacujemy w każdym zakamarku. To nie jest masaż tajski w SPA. To bardziej przypomina masaż w wersji „Znajdź złamanie i zobacz, czy pacjent krzyknie” albo przesłuchanie tajnych służb.
W środku same atrakcje: wkłucie w żyłę wersja gratis, maska z tlenem pachnie jak stare klapki na basenie, ciśnienie i puls co chwilę sprawdzane, jakbyś był nowym modelem smartfona, a jeśli za głośno protestujesz mamy pakiet wyciszający w formie leków.Dla ciebie haj murowany, możesz gadać o smokach, UFO albo że jesteś Valentino Rossi. Dla nas święty spokój. W końcu nie musimy cię pilnować jak dziecka w IKEA.
Tak, to właśnie ta chwila, kiedy w karetce robi się błogo pacjent buja w obłokach, a my możemy spokojnie dowieźć go do SORu, zamiast walczyć, żeby nie wyrwał sobie wenflonu.
– „Ale ma pan rękę złamaną w trzech miejscach.”
– „To tylko ręka”
Wtedy zawsze wraca przytomność. Pacjent, jeszcze przed chwilą półprzytomny, nagle odzyskuje zdolność pełnych zdań, potrafi wykłócać się jak prawnik i negocjuje z nami jakby chodziło o sprzedaż mieszkania. W głowie motocyklisty wygląda to jakbyśmy właśnie niszczyli święty relikt. Bokserki w Minionki? O tak, teraz znają je wszyscy.
Protokół medyczny jest prosty:
„Oddycha pan?” – „Jeszcze tak…”
„Wie pan, jak się nazywa?” – „MotoRambo 125, proszę pani !”
„Kto jest prezydentem?” – i nagle to najtrudniejsze pytanie w twoim życiu.
A personel? Oddziałowa Pani Znużona (imię wymyślone, ale idealne) chodzi po sali jak władczyni świata i wydaje rozkazy z taką energią, że sam Lenin w grobie by się zdziwił.
– „Przygotować pacjenta do rezonansu!”
– „Ale ja mam tylko siniaki!”
– „Pacjent wciąż żywy? To wystarczy!”
Lekarz natomiast stoi w rogu, patrzy w punkt i zastanawiasz się, czy myśli o leczeniu, lunchu, czy ostatniej scenie z „Breaking Bad”. Czasem mruga i niby coś mówi ale bardziej przypomina to komentarz do filmu w obcym języku niby rozumiesz, ale nie do końca.
Każdy pacjent tu ma swoje supermoce jak wyczuwanie najmniejszego dyskomfortu na 2 metry, nagłe przypomnienie sobie wszystkich urazów z ostatnich 10 lat, i talent do filozofowania o życiu w najbardziej nieodpowiednich momentach.
Jesiennej szerokości dla odważnych. Niech liście na drodze będą tylko dekoracją, a asfalt trochę łaskawszy niż twoje ego po glebie. Kask niech chroni głowę, rękawice dłonie, a ubezpieczenie portfel. Każda jazda niech kończy się uśmiechem (i nie na SORze), a jeśli już wpadniesz w przygodę niech personel będzie tak zabawny jak ty w minionkowych bokserkach. Szerokości, cierpliwości i przetrwania w jesiennej aurze bo kto przeżyje liście, deszcz i własną głupotę, ten mistrzem sezonu. LwG moi mili. 



