Wyróżnione
Dodano 3 miesiące temu

VII edycja Bałtyckiego Rajdu oczami debiutanta

(Brak opinii)

Mistrzostwa Polski Pojazdów Zabytkowych tym razem nad morze przywiodły ponad siedemdziesięciu motocyklistów z całej Polski. Niczym skandynawscy wojownicy ruszający na Viking, nie oglądając się przez ramie porzucili domowe pielesze aby w dniach 11-14 września stanąć do walki. Cała paleta wspaniałych „statków” takich jak Sokół 1000 i 600, Brytyjski Rudge, niemiecki NSU lub mój ulubiony motocykl Moj 130 z fabryki w Katowicach zameldowała się w nadmorskim ośrodku Playa.

Polskie społeczeństwo kojarzy zabytki z co najmniej Junakami, no może Jawa kiwaczka ale to taki słaby zabytek w oczach amatorów małpek i zdrapek. Aby walczyć o tytuł Mistrza Polski Motocykli Zabytkowych należy brać udział w zawodach motocyklem zabytkowym, to logiczne. Na rajdach PZM startują zabytki w każdym wieku nie tylko przedwojenne egzemplarze ale również Mztki, Simsony, Komarki, oraz wszelkiej maści Japonia a nawet nowe motocykle w klasie open. Zasada jest prosta, jeżeli rocznik nie przekracza ‘93 a zawodnik posiada legitymację PZM przydzielany jest do odpowiedniej klasy wiekowej np. past 70 natomiast „turyści” na starszych i  nowszych motocyklach jadą dla zabawy.

Speed Triplem na rajd zabytków? Czemu nie?

 

Naprawdę chciałem pojechać do Dębek Kataną‘84 ale wymagała odrobinę czułości a nad morze mam 600km dlatego zdecydowałem się jej nie męczyć. Ruszyłem Triumphem z ‘06 roku w środku ulewy towarzyszącej mi 200km. Propozycja pisania reportaży pojawiła się jakieś dwa tygodnie po wydarzeniu, więc to nie był powód mojego uporu w uczestnictwie. Motozłaz poprzednia runda mistrzostw w Firleju była powodem. Zachwyciłem się rajdem organizowanym przez Federacje Zmotoryzowanych na Lubelszczyźnie tak bardzo, że decyzję pojąłem już wtedy. Kryteriami dobrej zabawy oceniam udział w rajdach. Brak ambicji posiadania tytułu mistrza daje dużo swobody to też nie widziałem większego problemu jadąc zbyt nowym i zbyt szosowym motocyklem.

Rajd nie tylko dla zabytków

 

Przekroczyłem próg ośrodka Playa tuż przed zmrokiem. Rejestracja uczestników szła już pełną parą. Mrowie amatorów motocyklowych wyzwań wypełniała karty, a organizatorzy przydzielali numery startowe oraz rozdawali klucze do pokojów. W tym miejscu należy wspomnieć że ośrodek Playa jest na najwyższym poziomie a obsługa miła i uczynna. Rzadko mam okazję korzystać z hotelu na moich motocyklowych wyprawach nie wspominając nawet o takich luksusach jak w Dębkach. Położyłem się spać zaraz po dopełnieniu formalności. Musiałem się nagrzać i wysuszyć skóry. Jutro ogień na tłoki! Startowałem z numerem 63. Cieszyło mnie to ze względu na okazję przyjrzenia się maszynom. Gang silników oraz gwar wesołych zawodników wypełniał eter a charakterystyczny zapach spalin motocyklowych przyjemnie drażnił nozdrza, kiedy dotarłem pod bramę. Większość zawodników dobrze się już znała z poprzednich edycji ale mnie też przyjęli jak swojego. Najwyraźniej nowi są mile widziani, pomyślałem. Dawka endorfin otrzymana od nich dała mi kopa i skłoniła do robienia tego co teraz czytacie. Nowa misja promować tego typu wydarzenia w każdy możliwy sposób właśnie dla nich i motocykli oczywiście.

 

VII Bałtycki Rajd Dębki Playa istne muzeum w ruchu!

 

Trudno oddać słowami emocje grające w mojej duszy jeszcze przed startem. Byłem w kilku muzeach motocyklowych, ale to co ujrzałem w Dębkach przyprawiło mnie o istny zawrót głowy. Sam miód: stare, leżące single Moto Guzzi, sportowy Rudge Ulster z lat trzydziestych, NSU Standarmax, bardzo rzadki brytyjski AJW, Sokół 600 i 1000, przekrój myśli technicznej z za żelaznej kurtyny, Dniepry, MZtki, WSKi. Każdy gotowy grzać cylinder do czerwoności. Nie wiedziałem gdzie patrzeć.

Zwiedzanie wybrzeża i kaszub w ramach radosnej rywalizacji.

 

Odebrałem itinerer i kartę. Ruszam. Tuż za bramą widzę grupę motocyklistów pomagających sobie nawzajem. Któryś zaniemógł lecz rywalizacja nie pozbawia riderów braterstwa. Pierwszy odcinek prowadził w większości przez szutrówkę poprzecinaną miejscami betonowymi płytami. Mój roadster nie był budowany z myślą o takich wertepach to też szybko zostałem wyprzedzony przez niedawno mijanych weteranów. Docieram do Czymanowa na główną bazę. Większość konkurencji sprawnościowych odbywało się tutaj. Przeprowadzano także testy na temat znajomości ruchu drogowego, znajomości historii polskich motocykli a motocyklowi ratownicy pytali o zasady udzielania pierwszej pomocy. Nie zrażony słabymi wynikami zeruje licznik i ruszam dalej. Na szczęście teraz szutrowe drużki są już w mniejszości. Wyprzedzam śliczne zabytki tylko po to żeby za chwile ustąpić im pierwszeństwa na bardziej dziurawych odcinkach. Po drodze spotykam bardzo miłą niespodziankę jaką jest próba górska. Szybki odcinek po krętej wąskiej drodze z dobrą nawierzchnią. W itinererze oznaczone są też miejsca w których należy przystanąć aby odpowiedzieć na pytania dotyczące zabytków architektury i innych ciekawostek związanych z okolicą. Jest to wspaniała okazja do zacieśniania więzów z resztą brygady oraz poszerzania wiedzy. Zwiedziłem w ten sposób między innymi Lisewski Dwór, Pałac w Bychowie i Dwór Sześciu Dębów w Prusowie. Piktogramowa mapa na zbiorniku prowadzi mnie raz po raz z powrotem do Czymanowa na posiłek przygotowany przez koło gospodyń oraz slalom sprawnościowy. Czymanowska baza  nie jest jednak jedynym miejscem gzie sprawdzana jest moja umiejętność opanowania maszyny. Poszczególne etapy przerywane są nie tylko pytaniami ale również miejscami gdzie należy śledzić węża między pachołkami ówcześnie zapamiętując kolejność. Pierwszy dzień zmagań był naprawdę intensywny bez miejsca na nudę.

 

Kolejnego ranka po przejrzeniu itinerera myślałem że to żart. Jedna kartka? To wszystko? Taki był plan organizatorów. Budować napięcie niczym Alfred Hitchcock dając jednocześnie czas na regenerację aby lepiej smakowało. Trasa była krótka za to atrakcji w brud. Malownicze boczne drogi przywiodły mnie do Kłanina gdzie większość maszyn stała już zaparkowana pod tamtejszym Muzeum Pancernym. Zrelaksowany zwiedziłem owo, potem przedwojenne gospodarstwo jakiegoś fryca słuchając przewodnika i żartując z nowo poznanymi kolegami motocyklistami. Następnie przyszła kolej na znacznie ciekawsze w mojej opinii rzeczy, mianowicie konkurs elegancji. Konkurencja polegająca na zaprezentowaniu stroju z epoki prowadzonego przez siebie motocykla. Miałem ogromną przyjemność podziwiać amazonki na Sokołach wystrojone jak z przedwojennego żurnala, sałdata w pełnym rynsztunku wraz z noktowizorem dosiadającego rusa z zaprzęgiem, czy okrągłego milicjanta oczywiście na Trophyku. Podium przypadło jednak czeskiemu piłkarzowi na ETZtce. Styl krótko z przodu, płetwa z tyłu, wąs i nonszalancko przypięty magnetofon jamnik skradł serca jury. Przyznać muszę że i moje.

Ostatni punkt rywalizacji to wyścig po plaży. Wracałem do Dębek co koń wyskoczy, zdążyć coś zjeść i się przebrać. Nie mogłem stracić ani minuty z tego widowiska. Swoją żabcie postanowiłem zostawić przed hotelem i poprosiłem kolegę czy nie podwiezie mnie na miejsce w wózku swojej jaskółki. Oczywiście zgodził się dając mi kolejną atrakcję do przeżywania. Zdążyłem tuż przed startem. Wjazd na plaże zastawiony był już do pełna. Wyścig zorganizowany był parami w systemie pucharowym. Piasek był głęboki i kopny ale riderzy nie szczędzili maszyn ani zdrowia. Gryźli piach drałując do mety w nadziei zdobycia pierwszego miejsca a do kibicowania dołączali koleni zaskoczeni plażowicze. Pomimo że nie brałem udziału przeżywałem każdy metr wraz z jeźdźcami aż do wieczora. Uroczyste zakończenie, ogłoszenie wyników i rozdanie nagród odbyło się w sielankowej atmosferze. Klaskałem i wiwatowałem posilając się przysmakami z grilla, przygotowanymi przez ośrodek Playa.

Rajd Bałtycki Dębki Playa to wyjątkowe wydarzenie na światowym poziomie. Jestem pełen podziwu dla organizatorów i uczestników. Przeżyte razem chwile na zawsze zapadną mi w pamięć. Będę opowiadał wnukom i obiecuję wrócić za rok na bardziej odpowiedniej maszynie. Życie jest zbyt krótkie żeby to przegapić, zachęcam każdego do wzięcia udziału choć raz.






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz