Wyróżnione
Dodano 3 tygodnie temu

Trzycylindrowa Rakieta!

(Brak opinii)

Inspiracją? Owszem — ale nie wprost. Raczej jako punkt odniesienia, a może nawet rywal, którego trzeba było dogonić… albo wyprzedzić. Bo kiedy spojrzymy na ten projekt, trudno nie zauważyć, że amerykański rynek był jego naturalnym środowiskiem. To właśnie tam wielkie cruisery, takie jak Harley-Davidson Ultra Glide czy Honda Gold Wing, od lat sprzedawały się znakomicie.

 

HARLEY INSPIRACJĄ!

 

I to właśnie tam narodziła się potrzeba stworzenia maszyny, która nie tylko wpisze się w ten segment, ale go przedefiniuje.

Triumph nie miał wyjścia — musiał odpowiedzieć. Pomysł? Potężny cruiser. Silnik? Minimum 1600 cm³. Ambicje? Znacznie większe.

 

 

Za projekt odpowiadał John Mockett — człowiek, który miał już na koncie takie modele jak Tiger czy Bonneville. Wspólnie z Davidem Stride’em, Rodem Scivyerem i Garethem Davisem stworzył coś, co początkowo balansowało na granicy wizji i eksperymentu. Rozważano różne koncepcje: klasyczny czterocylindrowiec, a nawet — brzmi niemal niewiarygodnie — jednostkę V6. Ostatecznie postawiono na trzycylindrowy silnik ustawiony wzdłużnie.

 

I to była decyzja, która nadała tej maszynie unikalny charakter.

Pierwsze projekty? Odważne, futurystyczne — może nawet zbyt odważne. Grupa testowa nie przyjęła ich entuzjastycznie, więc Triumph zrobił krok w tył. Efekt końcowy? Motocykl bardziej klasyczny wizualnie, ale wciąż imponujący skalą i proporcjami.

Premiera odbyła się 20 sierpnia 2003 roku w San Antonio w Teksasie — nieprzypadkowo, bo to właśnie Ameryka była kluczowym rynkiem. Europejski debiut nastąpił niespełna miesiąc później, 16 września, podczas International Motorcycle Show w Mediolanie.

 

 

A potem? Już tylko było głośniej.

Na wiosnę 2004 roku, tuż po rozpoczęciu sprzedaży w Wielkiej Brytanii, Rocket został okrzyknięty „Maszyną Roku” przez „Motor Cycle News”. W Australii pojawili się klienci, którzy wpłacali wysokie zaliczki, zanim motocykl w ogóle dotarł do salonów. To mówi wszystko.

 

Największe wrażenie robi jednak serce tej maszyny. Początkowe założenia mówiły o 1,6 litra. Rzeczywistość? 2294 cm³. To nie jest już silnik — to deklaracja siły.

 

Taka jednostka pozwala rozpędzić tego kolosa do około 225 km/h, co w świecie cruiserów brzmi niemal jak herezja.

I właśnie w tym tkwi sedno: Triumph nie skopiował Harleya. On rzucił mu wyzwanie.

Jeżeli również tobie spodobał się ten kolos to postaw kawkę twórcy artykułu:

 

 

 






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz