Wyróżnione
Dodano 2 lata temu

Tancerz i Żelazny Olbrzym

(Brak opinii)

Kiedy rok temu pierwszy raz pojawiłem się na tych zawodach, nie mogłem się nadziwić wielkością, ilością zawodników, oprawą oraz poziomem trudności” – mówi Paweł Sawicki, zawodnik stargardzkiego klubu sportowego MOTOBOYZ. Nie była to łatwa przeprawa, bo Pawłowi rok temu nie udało się dostać do finału, kończąc swoją przygodę na 670 miejscu z 1400 zawodników z całego świata, ale w tym roku przyjechał z nastawieniem , że finał w tym roku będzie dla niego.

Zawody Red Bull Erzbergrodeo odbywają się w Austrii od 29 lat, w największej kopalni rudy żelaza w Europie. Góra, z której wydobywają ten metal,  ma 1400 metrów wysokości, kilkadziesiąt kondygnacji z pólkami po 50 metrów wysokości, a sam urobek wydobywany jest strzałami z dynamitu. Po całym obiekcie poruszają się największe ciężarówki na świecie, ale na dzień zawodów dla zawodników otwierane są najtrudniejsze przejazdy, podjazdy oraz zjazdy na świecie. Trasa finałowa liczy 35 km , a na niej 27 check pointów , które są coraz trudniejsze. Do mety z 1300 zawodników w tym roku dojechało……….. 9 najlepszych. Już sama ta liczba tłumaczy ze łatwo nie jest.

Dzień pierwszy – prolog.

Trasa około 10 km , bardzo szybka. Prędkość to średnio 80 km na godzinę między skałami , podjazdy i masa kamiennych zakrętów. Tu trzeba przełamać się z odkręcaniem gazu w miejscach, gdzie normalny człowiek by zwolnił, bo jest zbyt niebezpiecznie. Start z numerem 176 pozwolił Pawłowi wjechać na prolog z jeszcze nierozbitą trasą , bo po 1300 zawodnikach niestety tor już nie wygląda tak samo. Dodatkowo cały tydzień nad Żelazną Górą utrzymywały się opady deszczu plus mgła. W pewnym momencie jadąc na prologu, nie było widać trasy.

„Niestety popełniłem kolejny błąd, założyłem zrywki na gogle, żeby usunąć padający deszcz, ale woda dostała się pod gogle i przez pierwsze 1-2 km nic nie widziałem. Postanowiłem ściągnąć gogle w trakcie jazdy, mając na liczniku coś koło 90 km na godzinę i dojeżdżając do zakrętu,  niestety zaliczyłem glebę. Szybko się podniosłem i pojechałem dalej. Dojechałem do mety – sprawdzam czas – a tam 304 miejsce co daje mi awans do wielkiego finały pośród 500 najlepszych”!

Dzień 2 to już formalność?

Nie narzucałem jakiegoś ogromnego tempa, bo wiedziałem ze finał już mam wiec, po co zrobić sobie jakąś kontuzję – dodał Paweł.

No to czas na finał.

Niesamowite uczucie jest stanąć na dole kopalni w liniach startowych z niesamowitymi i najlepszymi zawodnikami z całego świata. Dokładnie o godzinie 13.00 zapowiedziany był start, ale zawodnicy musieli już o godzinie 10.00 pojawić się na odprawie no i czekanie. Zjechali na sam dół kopalni na swoje linie. Mieli w tym czasie możliwość przejścia startu i zobaczenia kawałka trasy.  Wybiła godzina 13.00 – pierwsza linia poszła. Paweł znajdował się w 7 linii, która startowała około 4-5 min po najlepszych. Start okazała się mega trudny bo na dole ogromne kałuże, które po przejechaniu na tyle oderwały po goglach ze nic nie było widać. „Pierwszy podjazd – zamieszanie i stoimy”, trzeba było powalczyć o to żeby wykaraskać się z kamiennego podjazdu.

Dalej już trochę łatwiej, bo długie proste plus ogromne podjazdy. Około 5 min później pojawił się lasek. Paweł dojechał do niego a tam – ogromny korek, latające motocykle ludzie spadający z podjazdu. Postanowił przedostać się trawersem, ale bez pomocy innych zawodników przejazd przez metalową rurę znajdująca się na samym szczycie kamiennej góry nie było możliwe. Walka trwała około 40 min. Kiedy w końcu udało się wydostać i złapać trochę siły po walce , dojechał do zjadł tuż przed CP 1 . No i na dwóch hamulcach zjazd z 200-metrowego zjazdu i …… pech. Na ostatnim metrach przednie koło złapało kamień. Rolka na sam dół prosto na ostre kamienie.

Uderzyłem kaskiem w kamienie. Lekko mnie oszołomiło. Zajęło mi około 3-4 min, zanim doszedłem do ciebie. Usiadłem chwile i kiedy już wiedziałem co i jak wstałem, odszukałem kamerki GoPro, która spadła z kasku w momencie uderzenia podszedłem do motocykla i wsiadłem. Złapałem kierownice, ale niestety spojrzałem na prawą rękę a tam……..mały palec wygięty w literkę S. Wiedziałem, że nie jest dobrze. Niestety wtedy zaczęły też boleć plecy i lewa ręka. Postanowiłem zjechać. Niestety było to jednoznaczne z przerwaniem wyścigu. Dojechałem do padoku – ale jadąc, zastanawiałem się, czy zaliczyć lekarza na miejscu czy już w Polsce. Postanowiłem pojechać do punktu medycznego. Tam lekarz, widząc palca chciał skierować na badanie do szpitala , ale niestety – moja siła walki nie pozwalała – poprosiłem o nastawienie – choć nie wyglądał zbyt dobrze. Pan Doktor zapytał, czy chce znieczulenie – ale niestety nie przepadam za igłami , wiec powiedziałem ze wole bez. Złapał palca , kilka razy ponaciągał coś,  nacisnął i – prosty!!  Ślicznie podziękowałem , i zażartowałem, że wracam na trasę, czym nie był zbyt zachwycony.  Wróciłem do padoku no i niestety – czas do domu”.

Jak powiedział nam Paweł – były to najtrudniejsze zawody rangi MISTRZOSTW ŚWIATA, na jakich był. Bardzo cieszył się z bycia w finale, bo było to dla niego spełnieniem marzeń, szkoda, że tak krótko, ale za rok też jest kolejna edycja wiec …… chyba go tam nie zabraknie !

„Dziękuję wszystkim sponsorom, którzy we mnie uwierzyli i dali mi szanse tu być”!

Nasza redakcja dziękuje, że choć bardzo skromnie, ale może wspierać Pawła Sawickiego – Tańczącego z motocyklami człowieka z pasją…






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz