Dodano 10 lat temu

SZARPANINA 2012 – Kosowo Macedonia Albania – cz. 1

(Brak opinii)

 

Starannie przygotowane motocykle zaczęły, niby niedopieszczone pannice, stroić srogie fochy (zerwane gwinty, zatkane pompy hamulcowe, szwankująca elektryka, przepalone od wydechów bagaże, cieknące simmeringi, itd.). 

 

Przemyślane i wytrenowane rozstawienie motocykli w szyku okazało się bezsilne na serbskich i kosowskich trajektoriach i przy tamtejszsym temperamentnym jeżdżeniu. Tracki i mapy, te papierowe i te elektroniczne, kompletnie pogubiły się w bałkańskich realiach i wyprowadzały całą naszą szóstkę już to na urwiska, już to na drogi, które ,,so wremieni rata” (niedokł. z serb.: z czasów wojny) prowadziły wyłącznie do byłych posterunków, okopów, stanowisk strzelniczych, czy innnych transzei (spróbujcie w nich zawrócić motocykl!). 

 

Różne żądliste owady wpadały pod kurtki i nierzadko zostawiały tam swoje, jak nie żądła, to przynajmniej odnóża przyprawiające o paskudne swędzenie. Do tego Kosowo, wyśniona kraina dzikości, swobody i bezludzia okazała się dynamicznie rozwijającym krajem, zorganizowanym, zagospodarowanym i czystym (!), gdzie przy stojących choćby minutę motocyklistach natychmiast zatrzymywali się miejscowi mówiący po polsku lub też policjanci (z pytaniem, czy czegoś nam czasem nie potrzeba?), a górskich szutrówek doszukiwać trzeba się było nierzadko po wielogodzinnym krążeniu i wypytywaniu lokalesów w łamanej niemczyźnie ,,schotter? schotter? dort?”.

Jakby  tego wszystkiego było mało, trzy drobne wywrotki, połamana osłona na dłonie znajdująca się na kierownicy, „kapeć” w przednim kole, zerwany paznokieć przygnieciony 240-kilogramową Yamahą ST, połamany namiot oraz gremialny półdniowy niezły kac (to – wbrew pozorom – też wina kosowkich realiów, gdzie za nocleg na półdziko płaci się… przymusowym porannym spożyciem rakiji z gościnnymi lokalesami) sprawiły, że nasza grupka, po cichu coraz częściej zwąca się ,,Poszarpańcami”, upragnioną stolicę kosowskiej Gory – miasto Dragash i pobliską wieś Brod, leżące u podnóża Szar Płanina, osiągnęła nie trzeciego ale dopiero piątego dnia wyjazdu, po przejechaniu 1500km… 


Dodaj komentarz