Wyróżnione
Dodano 2 tygodnie temu

Przez Jurę na motocyklu

(2 opinie)

Miałem kilka dni urlopu i zastanawiałem się, gdzie się wybrać. Zdecydowałem, że pojadę do Jury na Szlak Orlich Gniazd i – po raz kolejny – przekonałem się, że to miejsce jest wyjątkowe. Obok skał i zamków znalazłem tam też piękną kolekcję motocykli zabytkowych. Redakcja „Motocyklisty” miała do testów Kawasaki 650 Versys więc mogłem też sprawdzić, jak się nim jeździ.

 

Jeżeli jesteście aktywnymi turystami nastawionymi na poznawanie nowych miejsc to motocyklowe zwiedzanie Jury Krakowsko-Częstochowskiej zajmie Wam 3 – 4 dni. Bez pędu, ale też bez zbędnego przesiadywania. Dla mnie zwiedzanie Jury to oglądanie zamków i formacji skalnych, a także przy każdej okazji kilka chwil, aby napawać się pięknem tej krainy. Podczas tej wyprawy możecie też zobaczyć Pustynię Błędowską.

 

Jura to miejsce, które skłania do refleksji. Krajobraz uformowany tysiące lat temu, do tego średniowieczne zamki zbudowane przed 500 – 700 latami, a niektóre jeszcze wcześniej. Stojąc w tych zamkach możesz dotknąć cegły, którą kilkaset lat temu ktoś trzymał w ręku i układał w budowli. To taki mały „pomnik” jakiegoś zapomnianego murarza. W żaden sposób nie można dowiedzieć się kim był, ale efekt jego pracy widzimy i możemy nawet dotknąć. Jak żył te 500 – 700 lat temu? Czy był szczęśliwy? Co myślał tego dnia, gdy wmurowywał dotykaną przez nas cegłę? Co my po sobie zostawimy i jak długo będzie to „pomnikiem” naszej aktywności, zawodowej czy rodzinnej? Takie refleksje – według mnie – dopełniają zwiedzania jurajskiego Szlaku Orlich Gniazd i czynią tą podróży szerszą i wielowymiarową.

 

Choć powinienem to napisać na końcu – ale wewnętrzny motocyklista cieszy się we mnie jaj dziecko – dawno nie jeździłem na tak dopasowanym do mojego gustu motocyklem. Szerzej Kawasaki 650 Versys opisze na końcu tej opowieści (przyp. red. w drugiej części dostępnej na końcu artykułu).

 

 

Zwiedzanie Jury można zacząć od strony Krakowa lub Częstochowy. Jadąc z Warszawy wybrałem drugi wariant. Wjeżdżając rano pierwszego dania wyprawy do Częstochowy warto odwiedzić Jasną Górę. Jeżeli jesteś wierzący, zawsze miło zatrzymać się tam, przespacerować się po murach klasztoru i pomodlić. Jeżeli jesteś nie wierzący też warto tam zajrzeć na chwilę, pamiętając, że jest to miejsce bardzo ważne historycznie. Jakich byśmy nie mieli poglądów, faktem jest, że przez ostatnie 1000 lat – tak czy owak – historia Polski związana była z chrześcijaństwem.

 

Wracając na główną drogę, która biegnie przez Częstochowę w kierunku Katowic, po kilku kilometrach jazdy przez miasto zobaczycie drogowskaz w lewo „Zamek w Olsztynie”. Tu trzeba skręcić. Po ok. 15 km zobaczycie przed sobą zamek. Tu się zaczyna ta przygoda.

 

 

Pierwsze wrażenie, to widok z drogi, zapierający dech w piersiach. Drugie, już trochę mniej miłe, to cena postoju na parkingu przy zamku – 25 zł za pierwsze godziny. Według mnie to nie jest organizacja ruchu turystycznego, tylko ordynarne dojenie turystów. Dalej, żeby dość do zamku, trzeba przebić się przez długi szereg straganów z badziewiem zwanym „pamiątkami”. Gdy przekroczysz już bramę na zamek na godzinę lub więcej wchodzisz w inny świat. Rozpoczynanie podróży od tej strony jest „z przytupem”, bo olsztyński zamek jest jednym z największych na Szlaku Orlich Gniazd. Z drugiej strony, jak jedziesz od Krakowa, to takim akcentem kończysz podróż.

 

Z Olsztyna ok. 30 km jedziemy do zamku w Mirowie. Za jednym postojem zwiedzisz dwa zamki, bo 2 km od Mirowa są Bobolice. Jeszcze 12 lat temu były to ruiny stojące dziko i rozpalające wyobraźnię. Teraz jest to już „interes turystyczny”, odzierający nieco to miejsce z pierwotnego piękna, nie mniej warto tam zajrzeć. Między Mirowem a Bobolicami wiedzie dwukilometrowa droga przez las. Kiedy staniecie na jej początku (tyłem do zamku w Mirowie, kierując się do Bobolic) poszukajcie ścieżki w lewo. Odbija ona w bok ok. 30 m, a gdy nią pójdziecie znajdziecie jaskinię, w której archeolodzy odnaleźli kości Neandertalczyków. Teraz ta podróż to nie tylko średniowieczne zamki, ale historia sięgająca kilkudziesięciu tysięcy lat wstecz.

 

Zamek w Bobolicach to odbudowane ruiny. Ściany zewnętrze są oryginalne, ale wnętrza to już rekonstrukcja. Ciekawą atrakcją jest wspomniana droga pomiędzy zamkami.

 

12 km za Mirowem są ruiny zamku „Bąkowiec” w Morsku. Znajdują się one na terenie ośrodka wypoczynkowego, z dużym parkingiem. Niezbyt imponujące – przyjechałem, zaparkowałem, ruiny obszedłem w koło w 15 min. i wróciłem na trasę.

 

 

Z Morska po 14 km docieramy do zamku w Ogrodzieńcu, uznawanego za najładniejszy na Szlaku Orlich Gniazd. W tej okolicy warto zatrzymać się na noc. Oferta noclegowa jest bogata, więc zawsze gdzieś znajdzie się wolny pokój. Ceny normalne, zależne od standardu hotelu.

 

Zamek w Ogrodzieńcu jest imponujący. Warto zwiedzić go w środku. Później trzeba obejść go dookoła na zewnątrz. Idąc w koło zamku możesz stanąć na dziedzińcu turniejowym, a odbijając w bok 20 m stanąć na najwyższym wzniesieniu Jury (511 m.n.p.m.). Idąc dalej trafisz na mały taras widokowy, a drugiej strony ścieżki na okopy z II wojny światowej. W ramach tych umocnień możesz zobaczyć niemiecki schron typu „Tobruk”. Wszystko 10 metrów od ścieżki.

 

 

Wracając do ulicy, która dochodzi do głównej drogi, jest mały skwer z fontanną i figurą dużego czarnego psa. Gdy staniesz przy skrzyżowaniu z główną drogą, w drugim rzędzie domów zobaczysz duży znak harleyowski z napisem „Galeria Motoryzacji”. Od miejsca, w którym stoisz jest to dosłownie 200 m – musisz skręcić w lewo do przejścia dla pieszych, potem prosto i w prawo. Możesz tam też podjechać motocyklem – na skrzyżowaniu skręć w lewo, po kilku metach (za przejściem dla pieszych) pierwsza w prawo, potem prosto i w prawo, według drogowskazów, od skrętu 200 m.

 

Wystawa mieści się przy restauracji „Mały książę” (Podzamcze, ul. Zuzanka 7B). Do obejrzenia jest tu blisko 150 motocykli z różnych okresów. Co ważne twórca tej kolekcji szukała motocykli oryginalnych, zgodnych numerycznie i zachowanych w pierwotnym stanie. To nadaje klimaty tej ekspozycji.

 

Każdy znajdzie tu coś dla siebie – są motocykle z lat 20. i 30., duży zbiór maszyn wojskowych z II wojny, są też polskie Sokoły, a także SHL, WFM, WSK, motorynki, Junaki i skutery Osa. Około 60 procent ekspozycji są to motocykle niemieckie, w tym duży zbiór Victorii i BMW. Do tego kilka francuskich, angielskich, amerykańskie Indian i Harley-Davidson, czeskie Jawy i parę innych.

 

Kolekcja motocykli, która możecie obejrzeć w Ogrodzieńcu

 

Ruszamy dalej, 13 km od Ogrodzieńca jest zamek „Pilcza” w Smoleniu. Położony w lesie, na wzgórzu. Bez straganów i całej tej „turystycznej” otoczki. Przypomniał mi zwiedzanie Jury 20 lat temu, dzikiej i pierwotnej. W ruinach zamku można wejść na wierzę i cieszyć się pięknym widokiem. W koło zamku można znaleźć tablice z historią i archiwalnymi fotografiami.

 

Zamek „Pilcza” w Smoleniu

Kolejne 13 km dalej można znajdują się niewielkie ruiny zamku w Bydlinie. Warte odwiedzenia.

 

Patrząc na mapę „13” jest tu dominująca, bo kolejne 13 km dalej jest zamek w Rabsztynie. Rozpoczynając z parkingu spacer do zamku mijamy „Chatę Kocjana”, ale to zostawmy sobie na powrót z zamku. Warownia zlokalizowana jest na wzniesieniu, na polanie. Idąc już ku niej cieszy swoim widokiem. Wewnątrz historyczny klimat pomieszano z dobudówkami ze szkła i aluminium. Dziwne połączenie, ale może to ma jakiś głębszy sens estetyczny, którego nie pojmuje.

 

 

Wracając z zamku przy samym parkingu jest wspomniana „Chata Kocjana” – zrekonstruowany dom, w którym urodził się Antoni Kocjan. To atrakcja turystyczna, bo faktyczna lokalizacja tego budynku była 2 km dalej, w dawnej wsi Skalskie, która dziś jest częścią Olkusza. Gospodarze tego terenu doszli do wniosku, że tu lepiej będą mogli pochwalić się synem tej ziemi.

 

Antoni Kocjan to postać bardzo ciekawa. Zna go zapewne każdy, kto interesuje się lotnictwem i szybownictwem. Przed wojną Kocjan konstruował udane szybowce, m.in. Czajka, Wrona, Komar, Sroka, Sokół, Mewa, Orlik i motoszybowiec Bąk. Na szybowcach konstrukcji Kocjana ustanowiono ponad 40 rekordów krajowych i międzynarodowych. Połowa latających w Polsce w latach 30. szybowców były to jego konstrukcje.

 

„Chata Kocjana”

 

Miłośnicy historii II wojny światowej znają go też z innych dokonań. W 1944 r. w Armii Krajowej pełnił funkcje szefa referatu wywiadu lotniczego. Dzięki jego meldunkom alianci dowiedzieli się o fabryce i poligonie rakietowym w Peenemunde na wyspie Uznam. Kolejnym akcją, która kierował Kocjan, było przetransportowanie do Anglii części rakiety V-2 przejętej przez AK w okolicy wsi Klimczyce na Podlasiu. Wystrzelona przez Niemców rakieta wpadła w bagno, z które wydobyli ją Polacy. Rozpracowanie przez Aliantów bomb V-1 i rakiet V-2 wpłynęło na losy II wojny. Kocjan nie doczekał jednak końca wojny, 1 czerwca 1944 r. została aresztowany przez Niemców, a 13 sierpnia rozstrzelano go.

 

 

10 km od zamku w Rabsztynie znajduj się Pustynia Błędowska. Jadąc motocyklem polecam spojrzeć na nią ze znajdującego się na wzniesieniu punktu widokowego Czubatka (duży parking przy samym punkcie). 1300 m dalej na piechotę możesz dość do drugiego – punktu widokowego Róża Wiatrów (ten znajduje się na pisaku pustyni). Pustynia Błędowska składa się z dwóch części, które przedziela dolina rzeki Biała Przemsza. Otwarto nad tą doliną 400-metrową kładkę spacerową.

 

Kończąc podróż jedziemy do zamku Pieskowa Skała (25 km od Pustyni Błędowskiej). Kolejny skok to 35 km do zamku Tenczyn w miejscowości Rudno i na koniec Ojców, który oprócz ruin zamku ma wiele innych atrakcji (np. Jaskinia Łokietka).

 

Szlak Orlich Gniazd zaliczony, a jak jest jeszcze z jeden dzień wolny warto zatrzymać się na chwilę w Krakowie, aby zwiedzić tamtejszą Starówkę, Wawel, Muzeum Lotnictwa lub inną z atrakcji tego miasta. Wyjeżdżając z Warszawy i tu wracając, opisana droga to ok. 800 km rozłożona na kilka dni. Drogi dobre, baza turystyczna też (hotele, bary, restauracje).

 

 

Wracając do Warszawy zatrzymałem się jeszcze po drodze, aby obejrzeć dwór w Nagłowicach, związany z Mikołajem Rejem i… opisać towarzysza mojej podróży – Kawasaki Versys 650, ale o tym w drugiej części materiału 😉

 

 

Foto: autor, Katarzyna Orman, Monika Kasperczyk, Artur Wajda

 

Przyjaciel w podróży – Kawasaki Versys 650






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz