Opis

Założyciele i początek przygody
Historia Weteran Motoklubu Olsztyn to opowieść o pasji, przyjaźni i odwadze trzech młodych zapaleńców: Andrzeja Michalaka, Ryszarda „Rysia” Tałałasa i Krzysztofa „Krzyśka” Noska. Wszystko zaczęło się w 1973 roku, gdy ojciec Andrzeja otrzymał talon na motocykl WFM, a wkrótce potem skierowanie do sanatorium. Wykorzystując nieobecność ojca, Andrzej i jego przyjaciel Rysiek postanowili przejąć talon, by zrealizować marzenie o prawdziwej motocyklowej przygodzie.
Ich celem był odnaleziony w piwnicy, rozmontowany Harley-Davidson WLA 42. Właściciel „dwóch skrzyń złomu” postawił warunek: chciał w zamian jeżdżący, zarejestrowany motocykl. Bez wahania młodzi spiskowcy zrealizowali talon, zdobywając WFM-kę. Do ekipy dołączył Krzysiek Nosek, który odegrał kluczową rolę w odbudowie legendarnego Harleya.
Prace w piwnicy i pierwsze wyzwania
W piwnicy, pod sufitem, zawisła rama motocykla. Trójka przyjaciół mozolnie dopasowywała części, które powoli składały się w całość. Gdy motocykl był już niemal gotowy, z sanatorium wrócił ojciec Andrzeja. Widok Harleya pod sufitem – i brak talonu oraz WFM-ki – wywołał u niego szok. Po burzliwej awanturze, która niemal przyprawiła go o kolejny zawał, ojciec ostatecznie włączył się w prace wykończeniowe i uruchomienie motocykla.
Harley składał się w 100% z oryginalnych części, które w tamtych czasach można było zdobyć na wsiach za symboliczną flaszkę lub piwo. Ku zaskoczeniu wszystkich, w skrzyniach znaleziono części do drugiego motocykla. Krzysiek Nosek, korzystając z lokalnych zdobyczy, wkrótce złożył kolejną WLA-kę.
Testy na drodze i narodziny pasji
Pierwsze testy odbudowanego Harleya odbyły się na wyboistej, poniemieckiej kostce prowadzącej do Dywit. Motocykl ryczał, gnał jak szalony, a z boków sączyła się oliwa. Za kierownicą siedział Andrzej, a z tyłu, kurczowo trzymając się, jechał Rysiek. W trakcie jazdy silnik zaczął przerywać. Podejrzewając problem ze świecami, Andrzej wymienił je na nowe, polskie. To jednak był błąd – motocykl odmówił współpracy. Po gorączkowych poszukiwaniach w rowie udało się odzyskać oryginalne świece Champion. Po ich oczyszczeniu i regulacji gaźnika Harley znów był gotowy do drogi.
Pierwszym odbudowanym motocyklem klubu była WLA Andrzeja, drugim – Harley Krzyśka. Trzecim pojazdem stał się Sokół 600, kupiony przez Rysia za pierwszą pensję, odnaleziony w skrzynkach na olsztyńskim Starym Mieście.
Formalizacja i pierwsze trudności
W 1974 roku młodzi motocykliści postanowili zalegalizować swoją działalność. Zgłosili się do klubu „OZOS-Stomil”, którego prezesem był pan Śniady. W czasach PRL-u stereotypy dotyczące „rockersów” były silne. Śniady, dowiedziawszy się o ich planach, stanowczo odmówił: „Po moim trupie rockersi w Olsztynie!”. Niezrażeni, Andrzej, Rysiek i Krzysiek dołączyli do Automobilklubu Warmińsko-Mazurskiego, gdzie znaleźli swoje miejsce na kilka lat.
Pierwszym znaczkiem klubowym była prosta plakietka ze sklejki, noszona przez założycieli. Do dziś zachowała się prawdopodobnie tylko jedna – należąca do Rysia Tałałasa. Pierwszym prezesem Weteran Motoklubu Olsztyn został Rysiek, a po nim funkcję przejął Krzysztof Sidorowicz, jeżdżący na Victorii KR 35 SS.
Rozrost klubu i nowi członkowie
Klub szybko się rozrastał. Do grona pasjonatów dołączyli Bogdan Gogolewski (Harley-Davidson WLA 42), Bakacz (BMW R-51), Tomek Pietrasiuk (BMW R-35 „osiołek”), Jakub Balwa (Sokół 600 i Citroen BL 11), Rysiek Gerlaczyński (BMW R-75 „Sahara”) oraz Rysiek Rutkowski, specjalizujący się w Harleyach. Wraz z Bogusiem Ludwiczakiem współprowadzili oni klub w kolejnych latach.
W odpowiedzi na nowe trendy, w tym przerabianie motocykli na styl zachodni, klub zmienił nazwę na Klub Motocykli Weteranów „UFO”. Do ekipy dołączył Mundek Kozłowski, który jeździł na NSU 650 MAXI – największym przedwojennym singlu tej marki, choć z nietypowym przednim zawieszeniem od Junaka. Mundek, marząc o pełnej oryginalności, nigdy nie dokończył przeróbki, a jego motocykl do dziś stoi w piwnicy.
Pierwsze zloty i rozwój społeczności
W 1975 roku klub zorganizował swój pierwszy zlot na Słonecznej Polanie w olsztyńskich Dajtkach. Wydarzenie przyciągnęło około 40 motocykli, głównie ciężkich i zabytkowych, takich jak M-72 czy Urale. Dla olsztyńskich motocyklistów była to nowość, ale dzięki kontaktom z innymi klubami zlot okazał się sukcesem. Od tego momentu olsztynianie zaczęli regularnie wyjeżdżać na imprezy w całej Polsce, budując relacje z innymi miłośnikami motocykli.
Trudne czasy i zmiany
Lata 70. przyniosły wyzwania. Popularność Junaków, M-72 i Urali rosła, ale ich właściciele coraz częściej przerabiali je na „sportstery” czy „choppery”, odchodząc od idei weteranów. Atmosfera piwnicznej wspólnoty zaczęła zanikać, a zloty stawały się miejscem bójek i nadmiernego picia. Interesy, pieniądze i alkohol podzieliły olsztyńską społeczność motocyklową.
Klub przeżywał kryzys, ale był to zarazem początek odrodzenia. Odejście części członków pozwoliło na przyjęcie nowych pasjonatów, takich jak Adam Zinkiewicz, Zbyszek Kluk, Darek Fila, Leszek Malgrem, Marek Nalepa, Andrzej Lawrynowicz i Mirek Spóz, tworzących grupę osiedlową „OMA”. Świeży zapał tych osób zainspirował przemianę Weteran Motoklubu Olsztyn w Klub Motocykli Weteranów „Rotor”.
Odrodzenie i powrót do korzeni
Pod nową nazwą klub wrócił do pierwotnej idei – pielęgnowania pasji do zabytkowych motocykli. Imprezy znów stały się „weterańskie”, a Olsztyn zyskał miano „Mekki” dla miłośników starych maszyn. Dzięki zaangażowaniu nowych członków i powrotowi do korzeni, Rotor stał się symbolem motocyklowej tradycji, przyciągając tych, dla których liczy się historia i autentyczność.
Wyślij wiadomość

Lokalizacja

Godziny otwarcia

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on vk
Share on linkedin
Share on email