Tradycyjnie łukowskie otwarcie rozpoczęło się od Mszy Świętej w Parafii pw. Świętego Brata Alberta w Łukowie. Stamtąd ulicami miasta ruszyła ogromna parada, by zaznaczyć kierowcom samochodów, że jednoślady wróciły już na drogi po zimowej przerwie.
Kawalkada motocyklistów na swoich maszynach przetoczyła się dumnie nad „Zalew Zimna Woda”, gdzie można było posilić się motoweterańskim bigosem i kiełbasą z grilla, a w cieniu parasoli i koron drzew spokojnie wymienić się doświadczeniami z innymi motocyklistami.
Ekipa organizatora zadbała o atrakcje i konkursy dla przybyłych jeźdźców. Odbyły się m.in. konkursy na motocykl customowy, najstarszy czy też najciekawszy motocykl. Dla śmiałków pełnych energii przygotowano także konkurencje „strong man” oraz piłowanie drewna piłą „moja–twoja”. Przez całą imprezę można było cieszyć się oprawą muzyczną, a jej zwieńczeniem był koncert zespołu z Łukowskiego Ośrodka Kultury – ŁOK’ej Band. Wystąpił również Sebastian Pintal z Lublina, który swoim charyzmatycznym, mocnym wokalem – m.in. w utworach zespołu Dżem – szybko zdobył sympatię publiczności.
Takie spotkania przełamują bariery wiekowe i pozwalają lepiej poznać się także mniej motocyklowej części społeczności. Spotykamy się, by wymieniać doświadczenia z jazdy, napraw czy wyjazdów, ale też po to, by porozmawiać z równie zakręconymi na punkcie jednośladów ludźmi. Bo pasja ma łączyć, a nie dzielić.
Dowodem na to była frekwencja – organizatorzy deklarują około 400–600 uczestników, choć wydaje się, że liczba ta mogła sięgać nawet około 600 osób podczas parady i 800 na terenie zlotu. Dobrze, że imprezy motocyklowe wróciły nad Zalew – dzięki temu mogłem choć trochę poczuć klimat spotkań motocyklistów z lat 90-tych.
















































