Wyróżnione
Dodano 1 rok temu

Motocykle w Ratownictwie? Czekamy na podpis Prezydenta

(1 opinia)

Nowelizacja Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym przeszła przez Sejm i Senat, czeka już tylko na podpis Prezydenta. To oznacza, że nareszcie motocykle ratunkowe staną się pełnoprawną częścią systemu, a co za tym idzie, ustabilizuje się finansowanie przynajmniej części tych jednostek.

Czy to dobrze? Tak, bo motocykle ratunkowe to krótszy czas dotarcia do ludzi potrzebujących pomocy, a w ratownictwie (nieco upraszczając), im szybciej zaczniemy czynności ratunkowe, tym rokowania lepsze. Dotychczas sposoby funkcjonowania motocykli ratunkowych dysponowanych do zdarzeń były dwa.

Motoambulanse Fundacji Ratownictwo Motocyklowe Polska działały na pełnym wolontariacie, bez wynagrodzeń i zwrotu kosztów. To Fundacja budowała, wyposażała i finansowała motocykle na dyżurach, a ratownicy poświęcali swój wolny czas, aby zgłaszać się na 12-godzinne dyżury. Przez prawie 10 lat działania Fundacja poza uruchamianiem własnych motocykli ratunkowych pomagała wdrażać je w kolejnych miejscach w Polsce udowadniając ich skuteczność i użyteczność w ratownictwie. Fundacja działa w formule 100% non profit, toteż wszystkie środki na utrzymanie motocykli pochodzą z darowizn.

Motocykle zakupione ze środków publicznych i budżetów obywatelskich dla ZRM (Zespołów Ratownictwa Medycznego finansowanych ze środków NFZ)  i działające m.in. w Łodzi, Bydgoszczy, Katowicach, Sosnowcu, Toruniu czy na Pomorzu regularnie zmagały się z problemem finansowania. Jak bowiem ze środków na Ratownictwo finansować coś, czego w Ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym nie ma? Nie wchodząc w szczegóły, bywało różnie.

Te problemy mają się skończyć wraz z wprowadzeniem nowelizacji Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, w której wprowadza się motocyklowe jednostki ratunkowe, w których skład wchodzi co najmniej jedna osoba uprawniona do wykonywania medycznych czynności ratunkowych.

Motocyklistom z pewnością zgrzytnie „co najmniej jedna osoba” – oznacza to bowiem, że przynajmniej w założeniu dopuszczamy możliwość jazdy na motocyklu ratunkowym z pasażerem. Plecak (pieszczotliwe określenie pasażera na motocyklu) w dynamicznej i nierzadko po prostu szybkiej jeździe na sygnałach uprzywilejowania dobrym pomysłem z pewnością nie jest i tego żadnemu motocykliście tłumaczyć nie trzeba. To chyba temat za zupełnie osobny artykuł, gdzie głos zabiorą doświadczeni instruktorzy i specjaliści od techniki jazdy. Niemniej jednak taki właśnie zapis w ustawie jest.

Jest również maksymalna ilość zespołów, jakie mogą zostać wprowadzone: „na każde rozpoczęte 400 tys. mieszkańców w województwie przypada nie więcej niż jedna motocyklowa jednostka ratunkowa”. Oczywiście o liczbie decydować mają odpowiedzialni za System Ratownictwa Wojewodowie (to na szczeblu wojewódzkim przygotowywany jest tzw. plan działania Systemu PRM), uwzględniając lokalne uwarunkowania. Minimum nie uwzględniono, uznając jak czytamy w uzasadnieniu projektu, że „dopuszcza się, że w niektórych rejonach operacyjnych wojewoda może nie zaplanować motocyklowych jednostek ratowniczych, jeżeli ze względu na brak większych aglomeracji miejskich czy utrudnień w ruchu ambulansów nie zidentyfikowano przesłanek do ich uruchomienia”. W 2025 roku zaplanowano uruchomienie 35 motocyklowych jednostek ratunkowych, a do 2034 ich liczba ma wzrosnąć do 105 jednostek.

Całkiem sporo, prawda?

Ratownicy mawiają, że karetka bez ratownika to tylko samochód. Motocykl ratunkowy to wspaniałe narzędzie, jednak wszystko opiera się na umiejętnościach kierowcy. I nie tych ratowniczych umiejętnościach, bo według wszelkich analiz poziom wykształcenia ratowników medycznych mamy w Polsce bardzo wysoki. O umiejętności jazdy na motocyklu czy choćby doświadczeniu wyrażonym w latach posiadania prawa jazdy kat A w założeniach, uzasadnieniach, koncepcji i w końcu finalnej nowelizacji nie ma ani słowa.

Czy zatem mamy w 2025 roku przynajmniej 70 (a optymalnie ponad 100) Ratowników Medycznych o umiejętnościach jazdy na motocyklu adekwatnych do specyfiki jazdy na sygnałach uprzywilejowania jednośladem? Tego nie wiemy, bo nikt tego w pracach nie uwzględniał. I znów, żadnemu motocykliście tłumaczyć nie trzeba, że jazda, zwłaszcza na sygnałach uprzywilejowania na motocyklu, będzie ryzykiem dla kierowcy i dlatego musimy zadbać o odpowiedni poziom umiejętności.

A przecież mamy, jako kraj, doświadczenia choćby policjantów pełniących służbę na motocyklach, którzy z pewnością chętnie podzieliliby się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami i choćby zaleceniami dotyczącymi sposobu przygotowania kierowcy do pracy na uprzywilejowanym jednośladzie.

Choćby ostatni spektakularny pościg policjanta na motocyklu za skuterem pokazuje możliwy poziom wyszkolenia. Jednak w pracach nad nowelizacją wsparcia w zakresie szkoleń czy przygotowania kierowców nawet nie rozważano. A do 2036 roku będziemy potrzebować takich kierowców – Ratowników Medycznych – przynajmniej trzystu.

Pozostaje mieć nadzieję, że jak zawsze, Ratownicy „poradzą sobie sami”. W końcu większość Ratowników Medycznych „zatrudnionych” jest na podstawie tzw. kontraktu (to oznacza, że prowadzą swoją działalność gospodarczą i ich „praca” w Zespołach Ratownictwa to umowa B2B, bez ochrony wynikającej z np. prawa pracy). Może teraz tak samo, we własnym zakresie, w prywatnym czasie i za własne pieniądze zadbają o własne szkolenia zanim wsiądą na motoambulanse. Tylko, czy to jest dobre podejście?

O dodatkowej ochronie prawnej, ubezpieczeniowej, dopasowaniu choćby podstawowego wyposażenia w kaski, odzież motocyklową do indywidualnych preferencji systemowo mowy nie ma. Te aspekty pozostaną w gestii jednostek, w których Ratownicy będą na motocyklach pracować.

W Fundacji dysponującej ograniczonymi środkami da się zapewnić dodatkowe ubezpieczenia uwzględniające możliwe zdarzenia na drodze. Da się pozostawić swobodę wyboru kasków, ciuchów, butów, rękawic, odzieży termicznej i wszystkiego, co Ratownik na motoambulansie uzna za potrzebne, do jego indywidualnej decyzji i uwzględnić osobiste preferencje motocyklisty, aby zapewnić maksymalny komfort na dyżurach. W jednostkach finansowanych ze środków publicznych też się uda, prawda? Mamy nadzieję, że tak.

Jeszcze tylko kwestia zakupu motocykli – jakie będą kryteria? Czy uwzględnimy preferencje Ratowników, lub choćby uwagi techniczne od specjalistów, czy przetargi z ad hoc przyjętymi przez działy zamówień publicznych założeniami rozstrzygniemy na korzyść najtańszego oferenta?
Czy zakupione motocykle będą przypisane do kierowców (nawet kilku) czy będą „przechodnie” i kto na dyżurze, ten wsiada? Kto zadba o ich stan techniczny (tu nie ma przestrzeni na „jakoś to będzie”, bo przecież stan techniczny motocykla to bezpośrednio bezpieczeństwo jego kierowcy)?

Odnosimy wrażenie, że w nowelizacji potraktowano motocykl jako kolejny pojazd, bez uwzględniania jego szczególnej specyfiki i bez uwzględniania najważniejszego „elementu” motocyklowych jednostek ratunkowych – ich przyszłych kierowców.

Podsumowując – czekamy na podpis Prezydenta i będziemy otwierać szampana ciesząc się na rozwój Systemu Ratownictwa i pozytywny wpływ, jaki motocykle ratunkowe będą miały na jego działanie. Wznosząc toasty będziemy życzyć sobie i wszystkim ratownikom na motocyklach bezpiecznych i spokojnych dyżurów. I będziemy pamiętać o wszystkich Ratownikach na motoambulansach, którzy podczas pracy odnieśli obrażenia w zdarzeniach drogowych, a w szczególności o tych, których dziś już z nami nie ma.

Jak zawsze, tak jak do tej pory, jesteśmy do dyspozycji wszystkich, którzy z naszej wiedzy i doświadczenia chcą skorzystać.

Emilia Ornat
Prezes Fundacji Ratownictwo Motocyklowe Polska






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz