Wyróżnione
Dodano 4 tygodnie temu

Motocykl z fabryki pralek…

(Brak opinii)

Suchedniowska Huta Ludwików to zakład z niesamowitą, wielobranżową historią. Ale umówmy się – garnki nas dzisiaj nie interesują, a pralki zostawiamy pasjonatom AGD. Nawet tak słynne jak Suchedniowska pralka FRANIA!

Dzisiaj wjeżdżamy na pełnym gazie w temat jednośladów. I to jakich! Panie i Panowie, przed Wami absolutny fenomen tamtych lat, motocykl, który wywoływał opad szczęki i szybsze bicie serca. Uwaga, uwaga… polski „TROPIK”

Brzmi egzotycznie? Może nawet trochę dziwnie i niedorzecznie? Już spieszę z wyjaśnieniem! Jakieś sześćdziesiąt lat temu polscy motocykliści mianem „Tropika” ochrzcili sprowadzanego z NRD potwora, czyli MZ Trophy. Dlaczego? Nasza rodzima, świętokrzyska konstrukcja była do tej enerdowskiej maszyny łudząco, wręcz bliźniaczo podobna. Ale uwaga, zatrzymajcie taśmę! Jeśli myślicie, że nasi inżynierowie bezczelnie skopiowali design od sąsiadów zza Odry, to jesteście w grubym błędzie. To absolutny przypadek, a wręcz historyczny chichot losu, ponieważ ta przedziwna, kosmiczna i niesamowicie awangardowa polska GAZELA powstała na deskach kreślarskich znacznie wcześniej niż kultowe Trophy!

Narodziny Świętokrzyskiego Wiatru.

Prace nad tym – spójrzmy prawdzie w oczy – niezwykle oryginalnym i kontrowersyjnym jak na ówczesne realia motocyklem trwały w latach 1963–1968. Efekt? Światło dzienne ujrzała SHL M17 Gazela. I to nie była zwykła modernizacja starego rzęcha. Tutaj wjechał całkowicie nowy, rewolucyjny układ napędowy o dumnej nazwie „WIATR”

Projektanci poszaleli – zwiększyli pojemność skokową w stosunku do wysłużonego silnika WFM S-32 o ten symboliczny, ale jakże kluczowy 1 cm³, co dało łącznie równe 174 cm³. Efekt? Moc skoczyła w górę aż o 4,5 KM! Pytacie, jak to zrobili? Żadnego czarnoksięstwa – czysta, inżynieryjna optymalizacja napełniania cylindra. Produkcja tej nowoczesnej jednostki o symbolu W-2 ruszyła pełną parą w Zakładach Metalowych w Nowej Dębie

 

A sam wygląd? No przecież to był czysty futuryzm, absolutna nowoczesność zamknięta w metalowych formach! Za tę niesamowitą stylistykę odpowiadały Zakłady Metalowe Polmo – SHL w Kielcach i stąd też wzięła się ta drapieżna nazwa. Żeby utrzymać to wszystko w ryzach, zaprojektowano od zera nową, pojedynczą ramę kołyskową o potężnej wytrzymałości. Gazela miała nie tylko dobrze wyglądać, ona miała rwać asfalt!

 

Konstrukcyjne Szaleństwo i Krytyka Krytyków

 

Zawieszenie? Oooo, tutaj to dopiero pojechano po bandzie! Przedni układ bazował na króciutkim wahaczu pchanym, a amortyzatory teleskopowe schowano głęboko w elementach nośnych. Mało? To trzymajcie się mocno: w Gazeli po raz pierwszy w historii polskiej motoryzacji zastosowano tylne amortyzatory z dwustopniową regulacją twardości! Można było zapomnieć o plombach wypadających z zębów na wybojach. Do tego doszła kierownica wykonana z nowoczesnych stalowych wytłoczek.

Reflektor na stałe wbudowany w linię zbiornika paliwa? Ta lampa nie skręcała razem z kierownicą! W tamtych czasach ortodoksyjni motocykliści pukali się w czoło i drżeli o jakość oświetlenia przy nocnym zawracaniu. Strach ma wielkie oczy, bo żarówka 35/35W przy skromnej średnicy klosza 136 mm naprawdę dawała radę!

Wersja turystyczna, oznaczona symbolem M17, zjeżdżała z taśm montażowych od września 1968 roku do czarnego piątku, 5 czerwca 1970 roku. Łącznie wyprodukowano około 50 000 tych pięknych maszyn, z czego aż 15 000 sztuk dumnie wywędrowało na eksport, rozsławiając polską myśl techniczną. Gazela absolutnie nie ustępowała zachodnim czy demoludowym konstrukcjom tamtych lat. Była nowoczesna, dynamiczna i… potwornie droga! Cena zwalała z nóg: 17 300 złotych. Dla przeciętnego Kowalskiego to była kwota z kosmosu

 

Smutny Koniec i Wielki Powrót do Łask.

I choć popyt na Gazelę był ogromny, nad jej losem zebrały się czarne chmury. W 1970 roku urzędnicy z centralnie sterowanego przemysłu, siedząc za swoimi dębowymi biurkami, podjęli genialną w swojej prostocie i brutalną decyzję: drastycznie ograniczamy produkcję motocykli w Polsce! Postawiono na jedną kartę – markę WSK. Tym samym, 5 czerwca 1970 roku, historia kieleckich motocykli została bezpowrotnie zamknięta, a kultowy silnik „Wiatr” zaadaptowano do popularnych, masowych „Wuesek”.

Ale wiecie co? Dzisiaj, kiedy patrzę na te maszyny, serce mi rośnie i szybciej bije. Niezmiernie cieszy mnie ta niesamowita, bezgraniczna miłość współczesnych motocyklistów do takich perełek polskiej motoryzacji. Ludzie, nie musicie mieć w garażu unikalnego Harleya, Indiana czy brytyjskiego BSA, żeby czuć dumę z mechaniki! Dbać o takiego staruszka? To za mało powiedziane! Ci ludzie te maszyny po prostu kochają, dopieszczają każdą śrubkę i przywracają im dawny blask. SHL M17 Gazela jest dziś na tyle unikalnym i rzadkim widokiem, że wjeżdżając na jakikolwiek zlot, zgarnia całą pulę uwagi. I tak trzymać! Chwała ludziom, którzy ratują naszą historię na dwóch kołach!

 

Jeżeli tak jak mnie zachwyca Cię stara „GAZELA”, to proszę o kawkę!

 

 

 






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz