W świecie motoryzacji, gdzie pasja spotyka się z odwagą, a umiejętności z kreatywnością, Marcin Głowacki – znany szerzej jako „Polish Ninja” – jest prawdziwą legendą. Ten urodzony w 1991 roku w Ząbkowicach Śląskich stunter to nie tylko wielokrotny mistrz świata w stuntridingu, ale także człowiek, który swoją determinacją i miłością do motocykli zainspirował tysiące fanów na całym globie. Jego historia to opowieść o marzeniach, ciężkiej pracy i nieustannym przekraczaniu granic.
Załączone zdjęcia przedstawiają występ Marcina na jednej z imprez organizowanych w Uniejowie przez współpracownika naszej redakcji – Darka Banickiego „Banity”. Mamy dla czytelników naszej motocyklowej społeczności bardzo dobrą wiadomość. Ten sam, niepowtarzalny i precyzyjny niczym laser – Marcin Głowacki – będzie gościem 6 edycji Warsaw Motorcycle Show, która odbędzie się już w nadchodzący weekend ( 28-30 marca br). Będzie to wyjątkowa okazja aby na żywo obejrzeć sprzęt, perfekcyjną jazdę i naszego Mistrza Świata oraz porozmawiać z nim o jego pasji.



Początki na dwóch kołach
Marcin Głowacki swoją przygodę z motocyklami rozpoczął w wieku zaledwie 16 lat. Jak sam wspomina na swojej stronie internetowej (marcinglowacki.com), wszystko zaczęło się od młodzieńczej fascynacji filmami zza oceanu – produkcjami grup takich jak Black Sheep Squadron czy Adrenaline Crew. Te obrazy, pełne karkołomnych akrobacji i popisów na tylnym kole, zasiały w nim ziarno pasji, które szybko przerodziło się w życiową misję. Zamiast jednak tylko podziwiać, Marcin postanowił sam chwycić za kierownicę i nauczyć się sztuki stuntridingu.
Początki nie były łatwe. Godziny spędzone na trenowaniu w garażu i na lokalnych placach, niezliczone upadki i ciągłe doskonalenie techniki – to codzienność młodego Głowackiego. Jego pierwszym „motocyklem” był skromny Simson S51, daleki od maszyn, na których dziś zdobywa tytuły, ale to właśnie na nim uczył się podstaw, które później wyniosły go na szczyt.
Droga na szczyt
Kariera Marcina nabrała tempa, gdy zaczął startować w lokalnych zawodach. Szybko okazało się, że ma naturalny talent do akrobacji motocyklowych – precyzja, kontrola i odwaga wyróżniały go na tle konkurencji. Przełomowy moment przyszedł w 2017 roku, kiedy zdobył mistrzostwo USA w prestiżowej serii XDL. To zwycięstwo otworzyło mu drzwi do międzynarodowej sceny stuntridingu i ugruntowało jego pozycję jako jednego z najlepszych w swoim fachu. W kolejnych latach Głowacki zdominował światowe rozgrywki.
Trzy razy sięgał po „Stunt Grand Prix” Federacji Ekstremalnych Sportów Motocyklowych, triumfując w takich imprezach jak Czech Stunt Day (Mistrzostwa Europy) czy Ouest Bike Show France – dwóch najbardziej prestiżowych zawodach w kalendarzu stuntridingu.
Styl i filozofia
Marcin Głowacki, nazywany „Polish Ninja”, nieprzypadkowo zyskał ten przydomek. Jego styl jazdy to precyzja, perfekcja, finezja i brawura podczas jednego występu. Co wyróżnia Głowackiego spośród innych stunterów? On sam twierdzi, że kluczem do sukcesu jest jazda dla siebie, a nie na pokaz. „Trzeba lubić to, co się robi, przygotować się fizycznie i psychicznie, ale przede wszystkim jeździć z pasją” – powiedział w jednym z wywiadów. Ta filozofia przekłada się na jego podejście do treningów i zawodów – Marcin nieustannie uczy się nowych trików, eksperymentuje i podnosi poprzeczkę, zarówno sobie, jak i całej dyscyplinie.
Wrażliwość, której nie widać sprawia, że nieobce są mu działania charytatywne. W 2017 roku w Ząbkowicach Śląskich zorganizował pokaz na rzecz chorej dziewczynki, Tosi, zbierając fundusze na jej operację serca. Choć wydarzenie zostało przerwane przez policję (z powodu braku odpowiednich pozwoleń i modyfikacji motocykla), gest ten pokazał, że Głowacki to nie tylko sportowiec, ale i człowiek o wielkim sercu. Marcin nie jest obojętny na problemy innych, bardziej „klasycznych motocyklistów”, którzy borykają się z brakiem infrastruktury do trenowania i rozwijania pasji, przez co mogliby być lepszymi kierowcami na drogach, o czym dzielił się tu: „Ustawoholizm galopujący”
Maszyna i człowiek
Marcin obecnie jeździ na Kawasaki ZX-6R 636 – maszynie, którą sam modyfikuje pod kątem akrobacji i własnych preferencji. Prywatnie Marcin pozostaje skromnym, 33-letnim mieszkańcem Ząbkowic Śląskich, który mimo międzynarodowej sławy nie zapomina o swoich korzeniach. W wolnym czasie lubi odpoczywać z dala od zgiełku, choć jak sam przyznaje, najwięcej radości sprawia mu praca nad nowymi projektami wideo i doskonalenie umiejętności.

Dziedzictwo Polish Ninja
Marcin Głowacki to nie tylko genialny polski stunter, ale i ikona światowego stuntridingu. Jego osiągnięcia – od mistrzostw USA po triumfy w Europie – to dowód na to, że talent, pasja i ciężka praca mogą zaprowadzić na sam szczyt, a coś, co urzędnikom wydaje się skrajnie niebezpieczne i chą tego zakazywać może być równie łatwe i naturalne jak… spacer po plaży. Dla fanów motoryzacji „Polish Ninja” to symbol tego, co w stuntcie najpiękniejsze – wolności, kreatywności i nieustępliwości. Każdym wheelie i każdym skokiem Marcin Głowacki udowadnia, że granice istnieją tylko… w naszej głowie.
Foto: Artur Wajda












