Wyróżnione
Dodano 1 miesiąc temu

ManTT na planie filmowym w Irlandii

(1 opinia)

Na planie panuje chaos, przynajmniej tak to wygląda z perspektywy świeżo upieczonej statystki. Parkowaliśmy swoje motocykle, tam gdzie wskazywał palcem ktoś z ekipy filmowej. Wysłali nas na śniadanie, a w tym czasie kamerzysta zrobił próbne nagranie planu. I zaczęło się przemeblowanie…

 

„Ten motocykl jest za wysoki, zasłania połowę planu, trzeba wymienić na mniejszy”. Z początku wywoływali „właściciela czarnego Suzuki”, czy innej maszyny, wreszcie poprosili wszystkich, żeby stanęli przy swoich pojazdach.

 

 

Obserwowałyśmy z Atheą roszady, zastanawiając się według jakiego schematu komponują motocykle i nie doszłyśmy do żadnych sensownych wniosków. Nas zostawili tam, gdzie zaparkowałyśmy, przy drewnianej ławie. Dostałyśmy po plastikowym kubku z piwem, bezalkoholowym rzecz jasna. W sumie nie wiadomo czy można pić, bo to rekwizyt. Pewnie dolewka nie jest przewidziana. Za to wody jest pod dostatkiem, bo upał panuje nietypowy jak na Irlandię. Dwadzieścia osiem stopni, ani jednej chmurki, a my przypiekamy się równomiernie, siedząc w pełnym rynsztunku na motocyklach na asfaltowym parkingu przed pubem.

Obok nas pojawił się motocykl Triumph Tryton, przyciągający uwagę klasycznym szykiem. Po pierwszym przegraniu sceny już wiemy, że nie należy do żadnego statysty, tylko gra główną rolę. A reżyser Reid Carolin ma nowe pomysły. Na dwudziestu pięciu statystów z motocyklami jesteśmy tylko dwie panie, więc Atheę wysłali na drugi koniec parkingu. Widocznie damska kumulacja nie pasowała do koncepcji. Przyprowadzili mi Johna do towarzystwa. Polecono nam siedzieć i gadać. Reżyser chce, żeby było żywiołowo. Mamy świętować zwycięstwo faworyta. Żywiołowo, ale po cichu, bo zbytni gwar przeszkadza dźwiękowcom.

Szukali statystów z motocyklami do nowego filmu o wyścigach TT na wyspie Man, to się zgłosiłam, razem z koleżanką z klubu. Co prawda nie liczyłam na sukces, bo ani ja ani moje Kawasaki Vulcan demonami prędkości bynajmniej nie jesteśmy, ale potrzebowali entuzjastów motoryzacji do sceny w pubie.

Panie charakteryzatorki zrobiły nam makijaż i fryzury, a specjaliści od kostiumów obejrzeli wnikliwie nasz strój. Uznali, że tu nie trzeba nic zmieniać, widocznie wyglądamy jak stereotypowe motocyklistki. Ja w dżinsach z ochraniaczami i skórzaną kurtką z wymalowanym na plecach smokiem, a Athea cała w skórach.

Scena trwała może trzy minuty, a kręciliśmy ją trzy godziny, po trzech godzinach przygotowań. Triumpha ujeżdżała kaskaderka, a kiedy stał już zaparkowany bezpiecznie, na scenę wchodziła Eve Hewson, córka Bono. Zanim kamera poszła w ruch, pani charakteryzatorka rozczesywała jej długie włosy, spływające spod kasku.

I to jest właśnie magia kina – szepnęłam do Johna. – W rzeczywistości po takiej przejażdżce miałaby pod kaskiem skołtuniony wiecheć, a nie kaskadę błyszczących włosów opadających malowniczo na ramiona, jak w reklamie szamponu.

Reżyserowi wciąż było za mało tłoczno pod pubem. Potrzebował ruchomego i energetycznego tła, więc programował statystów niczym NPCety w grze komputerowej.

Do ławki podejdą dwie osoby stamtąd – poinformował mnie. – Wtedy zsiądziesz z motoru i też tam podejdziesz z Johnem i zaczniecie rozmawiać.

Po kilku kolejnych nagraniach, dołożył nam jeszcze Aoifę i Fidela, niezmotoryzowanych statystów. Zaczęło się robić bardzo wesoło przy naszej ławce, chociaż nikt nie tknął nawet tego bezalkoholowego piwa.  Ktoś puścił farbę, że w filmie mają mieć swoje cameo autentyczni mistrzowie TT Races. Jeden nawet znajdował się obecnie na planie i pomagał w obsłudze Triumpha, który co i rusz odmawiał współpracy. Poproszono go, żeby przejechał przez tłum na swoim motocyklu.

Da się tak zrobić, żebyś zgasił silnik jak tylko miniesz kamerę? – zapytał reżyser weterana wyścigów. – Dźwiękowcy mają problem z nagraniem dialogu.

Tamten tylko uśmiechnął się i pstryknął kill-switchem. John nachylił się do mnie i szepnął konfidencjonalnie:

Jedyna sztuczka motocyklowa, z jaką mógłby mieć problem przy jego umiejętnościach i doświadczeniu, to start pionowy.

Po raz kolejny odgrywamy ten sam teatr. Na ławce siedzi Aoife, Fidel stoi obok. Z drugiego końca parkingu przychodzą Niall i Pat, za ich plecami przejeżdża motocykl. Zsiadam z Kawasaki i podchodzę do ławki, niby włączam się do rozmowy razem z Johnem.

Pamiętajcie, tylko ruszamy ustami! Bez głosu – Przypomina reżyser, bo czasem nas ponosi.

Kiedy trzaska końcowy klaps, wracamy do przerwanej rozmowy. Aoife pyta, od jak dawna przyjaźnię się z Johnem. Spoglądam w zadumie na zegarek.

Jakieś półtorej godziny.

Niemożliwe! – wykrzykuje Aoife. – Ależ z was wspaniali aktorzy! Myślałam, że znacie się od dawna.

To normalne wśród motocyklistów. Mogą pochodzić z dwóch krańców świata, a jak się spotkają, to mają niewyczerpany zasób tematów do rozmowy. Od opon, poprzez kaski do interkomów, opowieści o zlotach minionych i planowanych oraz który motocykl lepiej się sprawdzi w dalekich trasach, a który w miejskiej dżungli. Poza Atheą nie znałam tu nikogo, ale nie czuję się obco, czy niezręcznie. Są tu właściciele cruiserów, ścigaczy, nawet duży skuter się pojawił, ale atmosfera jak na zlocie, wszyscy świetnie się bawią.

 

 

Niall, zapalony entuzjasta wyścigów na wyspie Man radzi nam, żebyśmy pojechali obejrzeć tę imprezę na żywo, zanim film wejdzie do kin. Amerykanie będą przyjeżdżać masowo, kiedy dowiedzą się o wyścigach i się nie dopchamy. Niall ma tatuaż z logiem wyścigów, a w zeszłym roku dostał statuetkę od organizatorów dla najwytrwalszego kibica z dwudziestopięcioletnim stażem. Wyścigi w formule Turist Trophy mają długą tradycję na wyspie Man. Sięgają roku 1907, kiedy odbył się pierwszy wyścig motocykli zorganizowany jako dodatek do rajdu automobili. W Anglii w tym czasie panowało ograniczenie prędkości do 20 mil na godzinę, więc organizatorzy zawarli układ z władzami wyspy Man.  Trasa biegnie przez miasta i górskie, kręte drogi wokół wyspy.

W scenie, którą gramy biorą udział również dwaj irlandzcy aktorzy, Eanna Hardwicke i Ciaran Hinds. Jest też Channing Tatum, choć dzisiaj w charakterze producenta. Bardzo lubię irlandzkie kino. Charakteryzuje się specyficznym poczuciem humoru, nie tak absurdalnym jak angielski, za to doskonale rezonuje z moim sarkastycznym usposobieniem. To, w czym biorę udział, jest hollywoodzką produkcją Brada Pitta i Channinga Tatuma. Mam nadzieję, że będzie warty obejrzenia.

Irlandia nie jest bogata w zasoby naturalne, czy wysoko rozwinięty przemysł. To mały kraj, można go przejechać w poprzek motocyklem w trzy – cztery godziny. Swoje PKB opierają głównie na amerykańskich fabrykach Intela i Pfizera, dla których stworzyli korzystne warunki podatkowe. Irlandia jest za to przebogata w plenery, które uwielbia przemysł kinowy, a Irlandczycy z natury posiadają dusze artystów. Kochają śpiewać, tańczyć, malować i wystawiać sztuki. W każdym pubie można trafić występy muzyczne. Istny raj dla filmowców. Są również agencje dla statystów, wystarczy założyć sobie profil i czekać na oferty.

Kolejny raz powtarzamy scenę. Pat siedzi już na ławce i patrzy w zadumie na swoje dłonie.

Nie mam butelki z piwem! – Wreszcie dociera do niego co mu nie pasowało. – W poprzednich ujęciach ją miałem, a teraz nie mogę sobie przypomnieć, gdzie ją zostawiłem.

Dobra, to się wytnie – pociesza go John.

Chyba już wszyscy są zmęczeni upałem, bo reżyser wysyła nas na przerwę obiadową. Chowamy się w cień z pudełkiem ciepłego posiłku i furą warzyw z polowego baru sałatkowego. Po przerwie wszyscy nabierają werwy i nagranie wreszcie spełnia oczekiwania ekipy filmowej. Teraz przenoszą sprzęt na drugą stronę parkingu i gramy jeszcze raz, z innego ujęcia. Tym razem idzie szybciej, bo każdy ruch przećwiczony został dziesiątki razy i wszystko jest precyzyjnie skoordynowane jak w rosyjskim balecie.

Ekipa obwieszcza koniec pracy na dziś. Świetnie się nam dzisiaj pracowało i rozmawiało, więc sprawdzamy kto ma zarezerwowany następny dzień zdjęciowy. Wygląda na to, że jeszcze się spotkamy. Tymczasem dosiadamy maszyn i każdy jedzie w swoją stronę. Niektórzy mają przed sobą dwie godziny jazdy, zanim dotrą do domu. Każdy pretekst jest dobry, żeby wybrać się na półgodzinną przejażdżkę motocyklem, która może być najlepiej spędzonymi sześcioma godzinami.

 

Ze względu na „tajemnicę produkcji” zakazane jest publikowanie zdjęć z planu…






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz