Wyróżnione
Dodano 1 miesiąc temu

Mały uliczny bandyta – Voge 125R

(1 opinia)
Ponieważ obiecałam Wam małą wycieczkę po maszynach, które spotkałam podczas wizyty, dziś pierwszy bohater tej historii.
Na pierwszy ogień idzie Voge 125R.
I od razu przyznam, że mam słabość do takich motocykli.
Bo to nie jest typ, który wpada na imprezę i od progu krzyczy:
„Patrzcie na mnie!”

 

To raczej ten niepozorny gość siedzący cicho pod ścianą.
A potem okazuje się, że to przez niego połowa towarzystwa wraca do domu o czwartej rano i z nowymi problemami.
Voge 125R wygląda trochę jak mały uliczny bandyta.
Taki, który doskonale wie, że jest najmniejszy w towarzystwie.
I właśnie dlatego zamierza wszystkim zepsuć statystyki.
Nie ma tu setek koni mechanicznych.
Nie ma kosmicznych osiągów.
Ale jest coś, co bardzo lubię.
Lekkość.
Bo motocykl ma przede wszystkim dawać frajdę.
A nie wyglądać jak urządzenie do wydobywania węgla metodą odkrywkową.
136 kilogramów.
Czyli nie trzeba najpierw napisać testamentu i pożegnać się z kręgosłupem, żeby wyprowadzić go z garażu.
To jeden z tych motocykli, które współpracują z człowiekiem zamiast regularnie testować jego cierpliwość i charakter.
I właśnie dlatego tak dobrze odnajduje się w mieście.
Jest zwinny.
Jest lekki.
I przeciska się tam, gdzie większe motocykle zaczynają organizować naradę strategiczną.
Ma pełne 15 koni.
ABS.
Chłodzenie cieczą.
6 biegów.
I szczerze mówiąc, patrząc na to wszystko, zaczynam rozumieć, dlaczego tyle osób wybiera go na pierwszy motocykl.
Nie próbuje nikogo przestraszyć.
Nie wymaga nóg flaminga.
Nie wymaga wzrostu koszykarza.
I nie sprawia, że każde zatrzymanie na światłach zamienia się w widowisko pod tytułem:
„Oby asfalt był bliżej niż mi się wydaje.”
Jest jeszcze jedna grupa, która od razu zwróci na niego uwagę.
Wszyscy ci, którzy przy wyborze motocykla najpierw patrzą na wysokość kanapy, a dopiero później na moc.
I wcale im się nie dziwię.
Bo zatrzymanie się na światłach jest dużo przyjemniejsze, kiedy człowiek myśli o jeździe, a nie o tym, czy za chwilę przewróci się w tempie i z gracją ściętego drzewa.
Najbardziej rozbawiło mnie jednak coś innego.
W wielu opiniach ludzie piszą praktycznie to samo.
Że ten motocykl daje frajdę.
I wiecie co?
To chyba najlepszy komplement dla motocykla.
Bo można mieć więcej mocy.
Więcej elektroniki.
Więcej wszystkiego.
Tylko po co, jeśli po zejściu z motocykla nie chce się od razu na niego wrócić?
Oczywiście nie jest idealny.
Jeżeli masz dwa metry wzrostu i planujesz podróż przez pół Europy, to prawdopodobnie będziesz oglądać coś większego.
Ale mam wrażenie, że Voge 125R wcale się tym nie przejmuje.
On doskonale wie, kim jest.
Małym, sprytnym bandytą.
I chyba właśnie dlatego tak łatwo go polubić.
🏍️ Voge 125R
📅 13 czerwca
Jeśli chcecie zobaczyć go na żywo, będzie czekał podczas otwarcia Motoszklarni w Zielonce.
A jutro poznacie kolejnego bohatera tego odliczania.





Podziel się z innymi

Dodaj komentarz