W przestrzeni publicznej przez ostatnie lata padło wiele słów na temat tragicznego wypadku z 2008 roku. Maciek z pewnością nie jest jedyną osobą, której jedna chwila zamieniła życiowy sukces w absolutny koszmar codzienności. Niejednokrotnie były to jednak oskarżenia i osądy niezwykle niesprawiedliwe oraz krzywdzące dla naszego redakcyjnego kolegi.
Obserwując jego zmagania z konsekwencjami tamtych wydarzeń, widzę z jak ogromną pokorą przyjmuje on te ciosy. Mam głębokie przekonanie, że w obliczu tego niewyobrażalnego cierpienia, Maciek stał się jeszcze większym Człowiekiem, niż w szczycie swoich dziennikarskich sukcesów i możliwości.
Zobacz profil Maćka Zientarskiego na Motocykliście
W redakcji „Motocyklisty” – wśród nas, zwykłych rzemieślników słowa – znajdują się prawdziwe perły dziennikarstwa. Jedną z nich jest niewątpliwie „Zientar”. I to nie tylko dlatego, że wręcz genialnie operuje kamerą, obrazem i słowem, niejednokrotnie sięgając po trafne, ciekawe lub śmieszne metafory. Jego fenomen polega na tym, że robi to wszystko mimo potężnych ograniczeń, które są skutkami feralnego wypadku. Dla mnie, to właśnie ta cicha walka o normalność poprzez rzetelny warsztat, który kształtował go przez lata – a nie użalanie się nad sobą, rozpaczanie czy szukanie wytłumaczeń – sprawia, że Maciek jest dla mnie postacią absolutnie wybitną. Podobnie jak jego żona, Magda. Każde spotkanie z Maćkiem i Magdą to poruszające świadectwo tego, jak „tracąc wszystko”, można nie stracić swojego Człowieczeństwa.
Najlepszym dowodem na tę życiową godność jest fakt, że przez blisko dwie dekady oboje zmagali się z tym potężnym ciężarem zupełnie sami, nie oczekując żadnej taryfy ulgowej. Dziś jednak, kiedy na horyzoncie pojawiła się nowa, medyczna szansa na poprawę stanu zdrowia Maćka, po prostu nie możemy stać z boku.
Przeczytajcie proszę apel Magdy:
„18 lat minęło od wypadku w lutym 2008 roku. Dwóch młodych ludzi, pasjonatów motoryzacji i dziennikarzy, rozbiło się na filarze wiaduktu przy ul. Puławskiej w Warszawie. Jeden z nich zginął na miejscu. Drugi – z potwornymi obrażeniami ciała i mózgu – trafił do szpitala.
Ten drugi to mój mąż, Maciej Zientarski.
Kiedyś znany, pełen energii dziennikarz telewizyjny. Dziś – jak sam o sobie mówi – „wrak człowieka”, który od blisko dwóch dekad żyje w więzieniu ograniczeń własnego, uszkodzonego umysłu. Wraz z wypadkiem stracił nie tylko sprawność i pamięć, ale też dawną codzienność, pracę i spokój. Jego największą traumą stała się czarna dziura w głowie – fakt, że nie pamięta absolutnie nic z tego zdarzenia.
Od 18 lat Maciek żyje w poczuciu beznadziei. Zmagamy się z brakiem pamięci krótkotrwałej, głęboką depresją, stanami lękowymi i zaburzeniami emocjonalnymi. Od kiedy jesteśmy razem, robię wszystko, by pomóc mu wrócić do świata i odnaleźć w nim jakikolwiek sens. Niestety, dotychczasowe metody, rehabilitacje i terapie w kraju wyczerpały swoje możliwości. Konwencjonalna medycyna rozkłada ręce.
Pojawiła się jednak nowa, realna nadzieja: specjalistyczna neuro-terapia eksperymentalna połączona z intensywną rehabilitacją w klinice w Meksyku.
To dla nas jedyna szansa na pobudzenie neuroplastyczności mózgu – na to, by wytworzył nowe połączenia neuronowe. Baza medyczna tej kliniki daje nadzieję, że chociaż w części uda się poprawić jego pamięć i zdolności kognitywne. Że Maciek odzyska chociaż fragment dawnego siebie i względną samodzielność.
Koszt terapii, transportu i pobytu w klinice przekracza nasze możliwości finansowe. Dlatego zwracam się o pomoc do Was – do ludzi, którzy pamiętają jego pasję z ekranu, i do wszystkich, którzy po prostu dobrze mu życzą.
Każda wpłata to dla Maćka szansa na wyjście z cienia wypadku.
Dziękuję za każde wsparcie. Magda”
Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/maciekzientarski
Jako środowisko zrzeszone wokół prawdziwej motoryzacji i prawdziwych ludzi z nią związanych wielokrotnie potrafiliśmy wykazywać się solidarnością. Szansa na specjalistyczne leczenie to dla Maćka walka o minimum normalności, na które jako wspaniały człowiek po prostu zasługuje. Zachęcamy każdego z Was do wsparcia zbiórki i udostępniania informacji o niej dalej – zwyczajnie, po ludzku.
Mamy realny wpływ na to, by pomóc wyrwać Maćka (który nadal dzieli się tym, co ma najlepszego) z poczucia beznadziei.
Zobacz też:

W historii polskiego motorsportu zdarzają się momenty, których nie da się zaplanować w arkuszu kalkulacyjnym, a które zostają w pamięci na dekady. Podczas tegorocznej edycji Warsaw Motorcycle Show byliśmy świadkami wydarzenia symbolicznego – przy „jednym stole”, po blisko 40 latach, usiedli mężczyźni, których kariery wystartowały z tego samego „motorsportowego” matecznika i każdy wybrał własną, „autorską” drogę: Tomasz Gollob, Maciej Zientarski i Artur Wajda.




