Przyjechałam odebrać cruisera. Tak przynajmniej brzmiała wiadomość z redakcji.
„Czeka na ciebie cruiser do testów.”
No to jadę.
Zajeżdżam i już z daleka widzę motocykl przygotowany do testów.
Staję.
Patrzę.
Mrugam.
Patrzę jeszcze raz.
I przez chwilę jestem przekonana, że ktoś postawił nie ten motocykl.
Podjeżdżam bliżej i ustawiam Boulevarda obok.
Dopiero wtedy wszystko staje się jasne.
Wyglądali jak ojciec i syn.
Ojciec wychowany bez internetu.
Syn wychowany na Wi-Fi.
Jeden cały w chromach, z klasyczną sylwetką, która pachnie Route 66 i amerykańskim snem.
Drugi cały na czarno. Ostry. Nowoczesny. Jakby ktoś zaprojektował cruisera po obejrzeniu wszystkich filmów science fiction z ostatnich dwudziestu lat.
I wtedy dotarło do mnie, że redakcja doskonale wiedziała, co robi.
Bo jeśli jest jedna rzecz, której jestem wierna bardziej niż porannej kawie, to właśnie klasyczne cruisery. Chrom, retro i motocykle, które nie udają statków kosmicznych.
A oni z uśmiechem wręczyli mi QJ Motor SRV 600.
Patrzę na niego.
Patrzę na mojego Boulevarda.
Znowu na niego.
I myślę tylko jedno…
Kto, u licha, zajumał cały chrom?
Patrzę na silnik.
V4.
No dobrze…
Tylko dlaczego ja go prawie nie widzę?
Cały motocykl sprawiał wrażenie, jakby ktoś bardzo chciał ukryć to, co w cruiserze zwykle jest jego największą ozdobą. Zamiast wystających cylindrów i tego surowego, mechanicznego klimatu miałam przed oczami coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało… plastikowo.
Serio.
Pierwsza myśl?
„Czy oni przypadkiem nie zapomnieli zdjąć osłon transportowych?”
Dopiero kiedy podeszłam bliżej i zaczęłam się przyglądać, dotarło do mnie, że to tylko moje pierwsze wrażenie.
Wyglądem mnie nie kupił.
Przerzuciłam nogę.
Usiadłam.
I… pierwsze zaskoczenie.
Lekki.
Bardzo lekki.
QJ waży 219 kg z pełnym bakiem i naprawdę to czuć. Po przesiadce z mojego Boulevarda miałam wrażenie, jakby ktoś odjął mu dobre kilkadziesiąt kilogramów. Przepchnięcie go czy zawrócenie na parkingu przestało przypominać zapasy z trzydrzwiową szafą.
Pomyślałam:
„Dobra. Pierwszy punkt dla ciebie.”
Wcisnęłam kluczyk .
I czekałam.
Na ten znajomy pomruk.
Na to leniwe, spokojne „bul… bul… bul…”.
Nic.
Jeszcze raz.
Nadal nic.
Największy zgrzyt?
Dźwięk.
A właściwie… jego brak.
Przynajmniej tego, którego ja szukam w cruiserze.
Tutaj po odkręceniu gazu miałam raczej wrażenie, jakbym spodziewała się usłyszeć kontrabas, a ktoś włączył szlifierkę kątową.
Wiem.
Przesadzam.
Ale właśnie takie było moje pierwsze odczucie.
Gdybym zamknęła oczy, prędzej obstawiałabym jakiegoś nakeda albo sporta niż cruisera.
Patrzę…
Cruiser.
Siadam…
Cruiser.
Pozycja…
Cruiser.
Odpalam…
I cały ten klimat nagle gdzieś wyparowuje.
Im dłużej jechałam, tym bardziej dochodziłam do jednego wniosku.
To jest cruiser z duszą sportowca.
Ja czekałam na to leniwe, dostojne pociągnięcie od samego dołu. Na ten moment, kiedy tylko lekko odkręcasz gaz i motocykl mówi:
„Spokojnie… ja to załatwię.”
A SRV 600 najwyraźniej miał zupełnie inny plan.
Jakby co chwilę zachęcał mnie:
„No dawaj… jeszcze trochę. Kręć wyżej.”
I wtedy naprawdę ożywał.
To trochę tak, jakby ubrać maratończyka w skórzaną kamizelkę i kowbojskie buty.
Z daleka wygląda jak cruiser.
Ale wystarczy odkręcić gaz i nagle okazuje się, że charakter ma zupełnie inny.
To nie jest wada.
Po prostu… trzeba o tym wiedzieć.
Kolejne zaskoczenie czekało na mnie po spojrzeniu na kokpit.
A właściwie…
Po niespojrzeniu na zegary.
Bo ich po prostu nie ma.
Tam, gdzie odruchowo szukałam dwóch klasycznych okrągłych zegarów, czekał na mnie kolorowy wyświetlacz TFT. Telefon, nawigacja, kontrola trakcji, ciśnienie w oponach…
Jeszcze chwila i pomyślałam, że zapyta mnie, czy wypiłam dziś odpowiednią ilość wody.
Nie zrozumcie mnie źle.
To działa świetnie.
Jest czytelne i bardzo praktyczne.
Po prostu ja nadal jestem z tego pokolenia motocyklistów, które lubi wskazówki, a nie ikonki.
Największy test czekał go jednak nie na trasie.
Tylko w Warszawie.
Poranny korek.
Samochody zderzak w zderzak.
Kierowcy, którzy właśnie przypomnieli sobie, że kierunkowskazy są opcją dodatkowo płatną.
I wiecie co?
Tu SRV 600 odrobił lekcję.
Niska masa, nisko położony środek ciężkości i szeroka kierownica sprawiają, że przeciskanie się między autami nie przypomina partii szachów o życie. Motocykl jest zaskakująco poręczny i bardzo przewidywalny. Ani razu nie miałam wrażenia, że walczę z nim o każdy metr.
Do tego hamulce.
Dwie tarcze z przodu, jedna z tyłu i ABS, który nie wpada w panikę przy każdym mocniejszym hamowaniu. W miejskiej dżungli właśnie tego oczekuję.
Mają zatrzymać motocykl.
I tyle.
Wracając do domu złapałam się na jednej myśli.
Przez cały dzień próbowałam zrobić z niego mojego Boulevarda.
A przecież on od początku wcale nie obiecywał, że nim będzie.
Oddałam kluczyki.
Wsiadłam na Boulevarda.
Odpaliłam.
Usłyszałam moje ukochane…
„Bul… bul… bul…”
Uśmiechnęłam się.
I wtedy dotarło do mnie, że QJ Motor SRV 600 nie przekonał mnie do nowoczesnych cruiserów.
Ale przekonał mnie, żeby nigdy więcej nie oceniać motocykla, zanim ruszę z parkingu.
Choć… z tym chromem naprawdę mogliby coś zrobić.
Dwa serca V4, trzy dekady różnicy: QJ SRV600V kontra Honda VF750 Magna
Cena: 29 990 zł
Dane techniczne
SILNIK
TYP: Czterocylindrowy silnik widlasty 90°, DOHC, 16V, chłodzony cieczą
ŚREDNICA x SKOK: 83 x 64 mm
POJEMNOŚĆ SKOKOWA: 561 cm3
MAKSYMALNA MOC: 50kW (68 KM) / 10500 rpm
MAKS. MOMENT OBR.: 54 Nm / 8000 rpm
UKŁAD PALIWOWY: EFI
ROZRUCH: Elektryczny
SPRZĘGŁO: Mokre, wielotarczowe
SKRZYNIA BIEGÓW: 6 biegów
PRZENIESIENIE NAPĘDU: Pas
PODWOZIE
ZAWIESZENIE PRZÓD: Upside-down
ZAWIESZENIE TYŁ: Dwa amortyzatory olejowe z regulacją
OPONA PRZÓD: 130/90 – 16
OPONA TYŁ: 180/65-16
HAMULEC PRZÓD: Czterotłoczkowe hamulce tarczowe 300 mm z ABS
HAMULEC TYŁ: Dwutłoczkowy hamulec tarczowy 260 mm z ABS
WYMIARY
DŁ. x SZER. x WYS.: 2280 x 820 x 1115 mm
ROZSTAW OSI: 1580 mm
WYSOKOŚĆ SIEDZISKA: 720 mm
WAGA: 219 kg (Gotowy do jazdy)
ZBIORNIK PALIWA: 16.5 L
Zdjęcia: Michał Sierpień














































