Niektóre motocykle powstają według planu. Kupuje się części, zamawia katalogowe dodatki, składa wszystko razem i po kilku miesiącach wyjeżdża na drogę. Są jednak konstrukcje, których nie da się zamknąć w harmonogramie.
Jak to zwykle bywa przy tego typu projektach, wizja zmienia się wielokrotnie, a kończy zawsze tak samo… Takie, które dojrzewają latami, zmieniają się wraz z właścicielem i ostatecznie stają się czymś więcej niż tylko motocyklem.
Taką maszyną jest Kornik – wyjątkowy custom zbudowany przez Roberta, znanego w środowisku pod pseudonimem „Pianino”.
Kiedy patrzy się na gotowy motocykl, trudno uwierzyć, że jego historia zaczęła się ponad czternaście lat temu od przypadkowo zakupionego silnika.
Najpierw był silnik
Jak wspomina Robert, początkowo miał powstać klasyczny bobber. Później pojawiła się wizja board track racera inspirowanego wyścigowymi Indianami z początku XX wieku. Projekt ewoluował wielokrotnie, a kolejne pomysły zastępowały poprzednie.
Przy budowie ramy pomagał mu przyjaciel Łukasz. Bazą został silnik Sportstera – jednostka wystarczająco kompaktowa, by zmieścić się w lekkiej, smukłej konstrukcji, którą Robert miał w głowie od samego początku.
Powstała rama. Powstały pierwsze elementy. I wtedy projekt na długie lata zamarł.
Dziesięć lat czekania
Kornik trafił do garażu i przez niemal dekadę stał nieruszany. Pokrywał się kurzem i rdzą, podczas gdy jego właściciel realizował kolejne projekty.
Wielu znajomych zdążyło zapomnieć, że taki motocykl w ogóle istnieje.
Kiedy Robert wrócił do niego po latach, początkowo rozważał pozostawienie maszyny w surowej, postapokaliptycznej stylistyce. Szybko jednak okazało się, że spod jego rąk nie mógł wyjść zwykły motocykl.
Każdy kolejny element był tylko prowokacją.
Zwykła manetka gazu? Zbyt banalna.
Standardowy zbiorniczek płynu hamulcowego? Za łatwe.
Typowa lampa? To nie do mnie tak… Do mnie nie…
Motocykl zbudowany z pomysłów
Najbardziej uderzającą cechą Kornika nie jest liczba przeróbek, lecz sposób myślenia jego twórcy.
Rozmawiając z Robertem można odnieść wrażenie, że samo wykonanie części stanowi dla niego mniejszy problem niż ich wymyślenie. Godzinami potrafi siedzieć przy motocyklu i zastanawiać się, jak rozwiązać jakiś detal w sposób, którego wcześniej nie widział, bo czemuż by nie skomplikować sobie życia jeszcze bardziej.
Tak powstała między innymi oryginalna manetka gazu, wykonana po kilku nieudanych próbach i wielu eksperymentach z mechaniką działania. Podobnie wyglądała historia przedniego hamulca czy licznych elementów sterowania.
W Korniku praktycznie nie ma części, które znalazły się tam przypadkiem.
Dlaczego Kornik?
Odpowiedź kryje się w drewnie.
Robert od lat zajmuje się stolarstwem, rzeźbą i renowacjami stolarskimi. Nic więc dziwnego, że ten materiał stał się jednym z motywów przewodnich projektu.
Drewniane jest siedzenie, manetki, elementy okuć ramy, dolot powietrza i liczne ozdobne detale, a wszystkie z nich zostały ręcznie wyrzeźbione przez właściciela motocykla.
To właśnie drewno dało maszynie nazwę.
Kornik nie jest więc wyłącznie motocyklem. To również wizytówka człowieka, który go stworzył.
Inspiracje sprzed wieku
Patrząc na przednie zawieszenie trudno nie zauważyć inspiracji motocyklami sprzed ponad stu lat. Konstrukcja nawiązuje do wyścigowych Indianów z ery board track racingu.
Resor został wykonany przez rzemieślnika zajmującego się budową dorożek sportowych. W czasach, gdy większość części można zamówić jednym kliknięciem, takie rozwiązanie wydaje się niemal archaiczne. I właśnie dlatego idealnie pasuje do charakteru całego projektu.
Podobnie jest z lampą stylizowaną na lata 20’ poprzez zastosowanie starej lampy karbidowej, czy dziesiątkami drobnych detali rozsianych po całym motocyklu.
Recykling z charakterem
Jedną z ciekawszych historii są rury wydechowe.
Pianino nawet nie próbował zadawać sobie trudu szukania wydechów w jakimkolwiek katalogu, po prostu kupił je na złomie. Wcześniej były to części instalacji w mleczarni, prawdopodobnie specjalnych chłodnic do mleka.
Dziś odpowiadają za charakterystyczne brzmienie Kornika.
Takich smaczków można znaleźć w nim znacznie więcej. W całym motocyklu widać zamiłowanie do dawania drugiego życia przedmiotom, które dla większości ludzi byłyby zwykłym śmieciem.
Motocykl, który odkrywa się godzinami
Podczas naszej rozmowy przypomniałem sobie pierwsze spotkanie z Kornikiem. Przez długi czas krążyłem wokół niego, odkrywając kolejne niuanse ukryte w tej maszynie. Następnego dnia sytuacja powtórzyła się, a ja dostrzegałem kolejne coraz to ciekawsze i jeszcze drobniejsze elementy sztuki w tym projekcie. To jeden z tych motocykli, które nie robią wrażenia wyłącznie sylwetką. Jego siła tkwi w detalach.
W drewnianych elementach.
W ręcznie wykonanych mechanizmach.
W niestandardowych rozwiązaniach technicznych.
W pomysłach, które pojawiają się dopiero po dłuższym przyglądaniu się konstrukcji.
Z czasów, gdy customy budowało się naprawdę
Historia Kornika przypomina również o czasach, gdy motocykli customowych nie budowano dla zasięgów ani konkursów. Budowano je dlatego, że była to jedyna droga do posiadania wymarzonej maszyny.
Dwadzieścia czy trzydzieści lat temu niewielu motocyklistów mogło pozwolić sobie na zakup wymarzonego Harleya. Motocykle powstawały więc z tego, co udało się zdobyć, naprawić lub przerobić.
Robert wywodzi się właśnie z tamtego świata.
Świata, w którym liczył się pomysł, umiejętności, kreatywność i determinacja.
Być może dlatego Kornik sprawia wrażenie tak autentycznego.
Nie powstał po to, by wpisać się w aktualne trendy. Powstał dlatego, że jego twórca miał własną wizję i wystarczająco dużo cierpliwości, by realizować ją przez kilka czy kilkanaście lat.
A w czasach, gdy wszystko musi powstawać szybko, to właśnie może być najbardziej imponującą częścią tej historii.
A jeśli chcecie posłuchać jak gadam z właścicielem i twórcą to zapraszam do filmu:








