Odebrałam kluczyki. Uśmiech. Pełen profesjonalizm.
Wiecie… taka pani z redakcji, która przyszła odebrać sprzęt do testów. Chwila rozmowy, kilka zdjęć, wszystko pięknie.
Po czym zostałam z Aprilią SR GT 400 sama.
Spojrzałam na nią.
Ona na mnie.
I cała ta pewność siebie gdzieś wyparowała.
– No dobra… i co teraz?
– Wsiadasz.
– A jak nie sięgnę do ziemi?
– Nie wymyślaj.
– A jak ją przewrócę?
I w tym momencie moja wyobraźnia ruszyła z kopyta. Już widziałam tę piękną, nową Aprilię leżącą na boku, a siebie tłumaczącą naczelnemu, że felieton będzie krótki, za to bardzo drogi.
Pierwsze, co zrobiłam, to napisałam wiadomość z pytaniem o ubezpieczenie.
Tak na wszelki wypadek.
Dopiero później zaczęłam się jej przyglądać.
I wtedy dotarło do mnie, że ja naprawdę myślałam, iż skuter będzie dużo mniejszy.
Tymczasem stał przede mną całkiem konkretny sprzęt. Kanapa na wysokości 820 mm, a ja przy swoich 169 centymetrach bardziej stałam na palcach niż na stopach.
– No pięknie, Dorota… pierwszy raz na skuterze i od razu takie wyzwanie.
Nigdy wcześniej nawet nie siedziałam na skuterze. Całe moje motocyklowe doświadczenie kręciło się wokół cruiserów. Wsiadałam i wszystko było naturalne.
Tutaj naturalne nie było nic.
Dobra.
Teraz trzeba jechać.
Ruszyłam.
Pierwsze kilka metrów…
– No dobra… gdzie są biegi?
Lewa noga zaczęła szukać dźwigni.
Nie znalazła.
– A sprzęgło?
Lewa ręka też odruchowo chciała coś ścisnąć.
Nic.
– Dorota… ogarnij się. Przecież to skuter!
Śmiałam się sama z siebie i raczej to był nerwowy śmiech wariata.
Tyle lat jazdy motocyklem, a człowiek nagle odkrywa, że połowa odruchów przestała być do czegokolwiek potrzebna.
Przez pierwsze kilkaset metrów bardziej walczyłam z własnymi przyzwyczajeniami niż z samym skuterem.
A potem…
Po prostu przestałam o tym myśleć.
Ale wiecie co?
To trwało zaskakująco krótko.
Pierwszy mocniejszy ruch manetką…
– Ooo… spokojnie!
Nie spodziewałam się, że ten skuter będzie tak żwawo ruszał spod świateł. Czterysta centymetrów sześciennych i 36 koni naprawdę daje o sobie znać. W warszawskim ruchu trzeba mieć delikatną rękę, bo wystarczy odrobinę przesadzić z gazem i już jesteś kilka samochodów dalej.
No i przepadłam.
Sama nawet nie wiem, kiedy.
– Trzeba kupić chleb.
No przecież sam nie przyjdzie.
– Skończyła się kawa.
To już sytuacja kryzysowa.
– A może jeszcze do marketu…
I nagle okazało się, że droga przez warszawskie korki wcale nie jest taka straszna.
Ba!
Zaczęłam ją nawet lubić.
– No dobra… zaczynam rozumieć, o co tyle hałasu z tymi skuterami.
Po zakupach otworzyłam schowek pod siedzeniem.
Kawa? Jest.
Pietruszka? Jest.
Saszety dla kitku? Są.
Żwirek? Też.
Patrzyłam na to wszystko i tylko się śmiałam.
– Serio? To jeszcze się mieści?
Za każdym razem wydawało mi się, że to już koniec pakowania, a tam ciągle znajdowało się miejsce na coś jeszcze.
No ale przecież nie mogło skończyć się tylko na mieście.
Padło hasło:
– To może do lasu?
Spojrzałam.
Las po deszczu.
Błoto.
Koleiny.
I znowu odezwał się ten głos w mojej głowie.
– Nie, Dorota. To jest właśnie ten moment, w którym robi się głupoty.
Ja naprawdę nie miałam żadnej potrzeby taplać się w błocie. Już oczami wyobraźni widziałam siebie wyglądającą jak dzik po błotnej kąpieli i Aprilię, którą trzeba będzie wykopywać z koleiny.
To był bardziej cudzy pomysł niż mój.
Oddałam więc kierownicę i stanęłam z boku.
Patrzyłam, jak spokojnie jedzie po błocie i leśnej drodze.
I tylko pokiwałam głową.
– Czyli jednak potrafi…
Duże koła, 16 cali z przodu i 14 z tyłu, robią robotę. Tam, gdzie ja widziałam problem, Aprilia po prostu jechała dalej.
Na koniec jadę przez miasto.
Z naprzeciwka motocykl.
Ręka sama poszła do góry.
Facet spojrzał.
Na mnie.
Na skuter.
I pojechał dalej.
Nie odmachał.
– No dzięki…
Jeszcze tydzień wcześniej pewnie sama spojrzałabym na skuter z lekkim uśmiechem.
Dzisiaj?
Macham wszystkim.
Motocyklistom.
Skuterzystom.
Panu z Uber Eats, który właśnie wiezie komuś obiad.
Bo wszyscy mamy ten sam uśmiech po zdjęciu kasku.
Oddając Aprilię, pomyślałam tylko jedno.
– No pięknie, Dorota…
Teraz będziesz musiała odszczekać wszystkie żarty o skuterach.
Oddałam Aprilię SR GT 400 i pomyślałam: „Uff… przeżyłam”. Teraz w dłoni mam już kluczyki do Aprilii RS 660 Factory. Jeśli ktoś w redakcji uznał, że to naturalna kolej rzeczy, to chyba ma bardzo specyficzne poczucie humoru. Ale przyznam jedno… sama jestem ciekawa, jak to się skończy.
Cena: 31 900 zł
Aprilia SR GT 400 – skuter, który daje radę, ale… miewa swoje humory.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.









Dziękujemy, że jesteś😉. Jeśli chcesz być na bieżąco wpadaj na https://motocyklista.info , zamów newsletter i polub, obserwuj oraz udostępnij nasz kanał na Twoich ulubionych socialmediach – za co z góry dziękujemy:
Facebook: https://www.facebook.com/Motocyklista.info
Grupa na FB: https://www.facebook.com/groups/motocyklista
X: https://x.com/motocyklistainf
YouTube: http://www.youtube.com/@Motocyklista
Instagram: https://www.instagram.com/motocyklista.info
TikTok: https://www.tiktok.com/@motocyklista.info
Jak już pewnie wiesz, nie prosimy się o pieniądze u importerów motocykli, bo jesteśmy dla Was, a nie dla nich. Po prostu nie jesteśmy wydzieloną częścią jakiejś korporacji😉. Reklamowo są u nas tylko Ci, którzy chcą być między Wami i cenią naszą niezależność, a nie Ci, którzy chcą sprzedawać za naszym pośrednictwem swoje towary i realizować plany w excelach. W materiałach piszemy DLA WAS to „co czujemy i poznajemy”, a nie to „co wypada”, albo „jest oczekiwane”, bo dla nas to PASJA, a nie BIZNES.
Dlatego jeśli chcesz wesprzeć nasze projekty takie jak „Bezpieczny Motocyklista”, MotoART i „Motocyklista do szpiku kości” i „Motocyklista z klasą”, albo po prostu uważasz, że to co robimy jest dobre – możesz także:
Dołączyć do naszych patronów na: https://patronite.pl/Motocyklista
lub postawić kawę na: https://buycoffee.to/motocyklista/
Za to dziękujemy w sposób szczególny 🤝 👍
Z motocyklowym pozdrowieniem 🤝🏍️👊 👍
cały zespół redakcyjny „Motocyklisty”