Testowałem już wiele modeli Harleya, z których większość zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Fat Boy trafił do mnie trochę przypadkiem, ale dzięki temu miałem okazję przypomnieć sobie, czym jest ta „stara szkoła” tej marki. Nie jestem zakochany w żadnej marce – traktuję je na równi i oceniam motocykl, a nie jego legendę.
Jak wspomniałem, Fat Boy trafił do mnie przypadkowo – pierwotnie miał go odebrać nasz naczelny, Paweł Kot. Ze względów organizacyjnych motocykl trafił jednak w moje ręce i przez dwa dni miałem okazję jeździć nim zarówno po autostradzie, jak i w ruchu miejskim. Dobrze, że nikt poza redakcją nie widział filmu, który wysłałem do Pawła po powrocie z Warszawy – większość trasy pokonałem właśnie autostradą. Ten materiał zdecydowanie nie nadaje się do publikacji, choć najlepiej oddaje moje pierwsze wrażenia.
HD Fat Boy to prawdziwy Harley z krwi i kości – model, którego fani marki będą kochać, a reszta raczej nie polubi. Trzeba pamiętać, że fakt, iż Terminator na nim skakał, nie znaczy, że Wy cokolwiek na nim powtórzycie. Szczerze mówiąc, pomyślałem, że Fat Boy pasuje do mnie z nazwy, jednak charakter mamy zupełnie inny.
Pojedyncza tarcza z przodu sprawia, że ten motocykl praktycznie nie hamuje – a ja, po serwisie u żony, dopiero zaczynam odzyskiwać swoje „hamulce”. Zawieszenie i szerokie opony powodują, że nie prowadzi się najlepiej – a ja oficjalnie „idę jak po sznurku”. Zastosowano tutaj większy silnik niż w poprzedniku – ciągnie od samego dołu i idzie jak zły, ale niestety pije jak smok. No cóż – przynajmniej tu mamy coś wspólnego. 😉
Wracając już bardziej na poważnie – rzeczywiście układ hamulcowy jest za słaby w stosunku do masy motocykla. Trzeba pamiętać, żeby zawsze używać obu hamulców, żeby w ogóle spowolnić tę bestię. Zawieszenie jest dość twarde, więc nie ma co liczyć na komfort – trzeba ten stan rzeczy po prostu zaakceptować. Siedzisko samo w sobie jest wygodne, a pozycja początkowo wydaje się przyzwoita. Jednak w trakcie jazdy Fat Boy zaczyna „wytracać”, bo kąty ustawienia nóg powodują bóle w biodrach. Przy prędkościach powyżej 100 km/h wiatr skutecznie próbuje zdjąć nam nogi z podnóżków. Zresztą nie tylko nogi – cały motocyklista ma ochotę odlecieć.
Jadąc Fat Boyem autostradą z dopuszczalną prędkością, po kilku kilometrach zaczyna się walka o przetrwanie. Autostrada zdecydowanie nie jest żywiołem tego modelu – jazda z taką prędkością męczy bardziej, niż daje jakąkolwiek satysfakcję. Tak, wiem – Harley nie jest do wyścigów – ale ja jechałem zgodnie z przepisami.
Na drugi dzień wybrałem się nim do pracy, czyli klasyczny cykl miejski. Było trochę lepiej, choć gabaryty, przeciętne wyważenie i ponownie – szerokie opony – sprawiają, że również w mieście Fat Boy nie czuje się zbyt dobrze.
Znalazłem jednak miejsce, gdzie Harley był naprawdę w swoim żywiole – stojąc na podjeździe pod domem i drażniąc oko sąsiada, na nóżce po prostu stoi idealnie.
Nie chcę ganić Harleya – ten model po prostu osobiście mi nie podszedł. Mam zupełnie inne odczucia co do modelu Breakout, którym jeździło mi się świetnie. To tylko pokazuje, że nie każdy motocykl nie jest dla każdego – i nawet jeśli ktoś ma zamiłowanie do marki, warto podejść do zakupu z chłodną głową.
Harley-Davidson Fat Boy z pewnością znajdzie wielu zwolenników – i bardzo dobrze, bo każdy z nas jest inny. Ja osobiście cieszyłem się głównie z jazdy poza miastem, gdzie mogłem spokojnie przemieszczać się lokalnymi prostymi drogami, powolnym cruisingiem w tempie około 80 km/h – to właśnie wydaje się być jego optymalna prędkość.
Jeśli więc lubicie klasycznego Harleya – z jego wadami i zaletami – być może właśnie Fat Boy przypadnie Wam do gustu. Jego cena to nieco ponad 28 000 euro.
Plusy:
+ Legenda
+ Silnik
Minusy:
– Hamulce
– Komfort
– Zawieszenie










