Mamy piękną jesień to ta złota, którą w Polsce mamy przez trzy dni w roku i oczywiście wszystkie trzeba wykorzystać. Więc ja, zamiast grzać moto, wsadziłam tyłek w siodło i ruszyłam z koniem na leśne drogi. Bo konie i motocykle kocham tak samo. On sobie chrupał krajobraz, ja łapałam ostatnie promienie słońca. Taki chillout przed zimą. Człowiek się cieszy, że jeszcze żyje, a koń udaje, że rozumie sens spacerów bez galopu…
I Idziemy sobie spokojnie, czerpiemy zen natury. wtedy przypomniało mi się, że czasami światy jeźdźców i motocyklistów dziwnie się przecinają. Ktoś pędzi leśnym duktem, ktoś inny wybiera asfalt na skróty i nagle dwa zupełnie inne zwierzęta spotykają się na jednej drodze,koń i motocykl. Jeden napędzany owsem, drugi benzyną.
No i tak też się stało. Zza zakrętu wyłonił się on ryczący potwór na dwóch kołach. I choć dla mnie to był tylko motocyklista, dla mojego konia to już był demon z piekła, hybryda potwora i traktora. Reset systemu, panic mode „Uciekać!”. Motocyklista jedzie śmiało. On nie wie, że właśnie odpalił scenariusz z gatunku Mission Impossible. Widzi mnie, widzi konia myśli pewnie O, fajnie, koń. Machnę ręką, przejadę bokiem, spoko.
A ja? Ja w tym momencie czuję, jak koń się spina. To nie jest zwykłe napięcie. To jest taki sygnał, że sekundę później w jego głowie nastąpi reset: „Uciekaj! To są ułamki sekund, których motocyklista w ogóle nie rejestruje. On jeszcze w głowie ustawia prędkość i bieg, a ja już wiem, że zaraz będę bliżej ziemi niż asfalt. Koń to nie maszyna. Nie da się go wyłączyć czerwonym przyciskiem ani wcisnąć sprzęgła. On działa instynktem. A instynkt mówi mu jedno ryk, warkot, błysk to wróg. Bo koń nie jest zwykłym zwierzęciem on działa jak biologiczna maszyna. Jego oczy widzą około trzy razy większy obraz niż ludzkie, ruchy w peryferiach wychwytuje natychmiast. Słyszy każdy szelest liści, każdy najcichszy powiew wiatru, każdy dźwięk silnika na długo zanim ja go zarejestruję. On wyczuwa zagrożenie zanim ja zdążę mrugnąć.
Finał? koń sam do stajni, ja… leżę pośród liści. Tyłek boli, duma w rozsypce, śmiech przez łzy. Motocyklista stoi obok, lekko zawstydzony i zdziwiony, nie wie, czy się śmiać, czy pytać, czy wszystko ze mną w porządku. Wygląda jakby pierwszy raz zdał sobie sprawę, że koń to nie rower. Ja w głowie jedno, mam nadzieję, że koń dotrze do stajni bezpiecznie i oby nie wybrał autostrady na skróty!. A na koniec mała prośba zwolnijcie, kiedy spotykacie jeźdźców i konie na drodze. Wtedy wszyscy możemy cieszyć się naszymi pasjami na dwóch kołach, w siodle, w zgodzie i z uśmiechem. Bo świat jest piękniejszy, gdy adrenalina nie idzie w tryb paniki, tylko zostaje tam, gdzie powinna w dobrych emocjach.
Motocyklisto spotykasz konia i co robić?
–Zwolnij od razu – najlepiej do powolnego toczenia się motocykla.
–Nie hałasuj – zero gazu, zero klaksonu.
–Trzymaj dystans – nie podjeżdżaj blisko, szczególnie od tyłu.
–Kontakt z jeźdźcem – poczekaj na sygnał, że możesz przejechać.
–Przejeżdżaj powoli i szeroko – spokojnie, bez gwałtownych ruchów.
–W razie potrzeby zgaś silnik – jeśli koń się płoszy.
–Cierpliwość i szacunek – minuta postoju jest niczym w porównaniu do ryzyka wypadku.
Dziękuję jeśli doczytałeś do końca i prześlij dalej bo dla jednych kończy się teraz sezon, a inni zaczynają ten jesienny w lasach. 
