Bimota to marka-ikona, założona w 1973 roku przez trio: Valerio Bianchi, Giuseppe Morri i Massimo Tamburini. Od dekad słynie z łączenia japońskich silników z wyrafinowanymi, włoskimi podwoziami, oferując motocykle o wyjątkowej wydajności i unikalnym stylu.
Choć w przeszłości firma miała w Polsce kilka „startów”, tym razem powrót wydaje się być częścią długofalowej strategii.
Egzotyka na Elektronowej
W piątek, 13 lutego, w warszawskim salonie Kawasaki przy ulicy Elektronowej odbyła się oficjalna prezentacja obecnej gamy modelowej Bimoty. Lokalizacja nie jest przypadkowa – polski importer Kawasaki jest jednocześnie przedstawicielem włoskiej manufaktury, co stanowi naturalną konsekwencję faktu, że Kawasaki posiada udziały w Bimocie, a sercem tych maszyn są jednostki napędowe z Akashi.
Wieczór miał charakter ściśle edukacyjny, skupiając się na niuansach technicznych, które odróżniają te motocykle od seryjnej konkurencji. Zgromadzeni goście mieli okazję przyjrzeć się z bliska czterem modelom, które definiują obecne portfolio marki:
– turystyczno-sportowej Bimocie TERA,
– rewolucyjnej Bimocie TESI H2 z charakterystycznym zawieszeniem zwrotnicowym,
– klasycznej w linii Bimocie KB4,
– oraz gwieździe wieczoru – Bimocie KB998 Rimini.
Wyścigowe DNA i polski akcent
Model KB998 Rimini to konstrukcja o tyle istotna, że stanowi bazę dla maszyny, którą od 2025 roku Bimota powróciła do rywalizacji w prestiżowej serii World Superbike. Sercem motocykla jest sprawdzony silnik Kawasaki, jednak to inżynierowie z Rimini zaprojektowali do niego autorskie podwozie.
O potencjale tej maszyny podczas wydarzenia opowiadał gość specjalny – Jarosław Jakubowski. Ten doświadczony zawodnik w styczniu tego roku znalazł się w elitarnej, pięcioosobowej grupie zaproszonej na tor Jerez de la Frontera. Jako jedyny Polak miał okazję przetestować drogową wersję KB998 i porównać ją bezpośrednio ze specyfikacją wyścigową. Jego relacja „na gorąco” była jednym z najciekawszych punktów wieczoru, rzucając światło na to, jak technologie z WSBK przekładają się na motocykl dostępny dla klienta.
Cena unikalności
Bimota nigdy nie była i nie będzie marką masową. Ceny poszczególnych egzemplarzy są zaporowe dla przeciętnego motocyklisty – dość powiedzieć, że wartość jednej sztuki potrafi równać się kwocie wymaganej do otwarcia salonu sprzedaży tanich jednośladów z Azji. Jest to jednak cena za pełną kontrolę jakości, ręczną produkcję we Włoszech i brak kompromisów.
Wydarzenie na ulicy Elektronowej pokazało, że importer poważnie podchodzi do budowania świadomości marki w Polsce. My z kolei czekamy na możliwość sprawdzenia tych konstrukcji w praktyce – testy redakcyjne na łamach „Motocyklisty” są już tylko kwestią czasu.
LwG














































