Wszystko się zaczęło od czerwonego Komarka, przez piekło w Rumunii do kolejnych planów
Wszystko zaczęło się dekadę temu. Mój pierwszy Czerwony Komar. Totalny ulep, złożony z trzech różnych egzemplarzy tylko po to, żeby w ogóle dało się na nim jechać. To na nim, łykając kurz na polnych drogach, zrozumiałem, że dwa koła to nie jest po prostu sposób na przemieszczanie się. To pasja, która zostaje w głowie na […]