Wyróżnione
Dodano 2 miesiące temu

10 Rajd Koguta – rekordowy, trudny i jak zawsze pełen empatii

(2 opinie)

Trzydniowy maraton mechanicznej nostalgii dobiegły końca. Jubileuszowa, dziesiąta edycja Rajdu Koguta przeszła do historii, pozostawiając po sobie nie tylko niezapomniane wspomnienia u uczestników i obserwujących na trasie i na mecie w Zamościu, ale przede wszystkim potężny kapitał dobra.

 

Gdy kurz po wielkim finale na Roztoczu powoli opada, czas spojrzeć na to, co wydarzyło się między 4 a 6 czerwca 2026 roku chłodnym okiem. To nie był kolejny komercyjny zlot, na którym lśniące nowością motocykle z salonów konkurują o uwagę widzów. To była twarda, momentami wyczerpująca podróż przez Polskę, która zweryfikowała charakter kierowców i wytrzymałość maszyn.

 

 

Jubileusz w liczbach – edycja 2026

Skala tegorocznego wydarzenia przerosła najśmielsze oczekiwania logistyczne organizatorów (Muzeum Motoryzacji WENA w Oławie). Poniższe zestawienie pokazuje, z jak ogromnym przedsięwzięciem mieliśmy do czynienia:

 

– Liczba zarejestrowanych załóg: ponad 4 000 pojazdów

– Trasa główna: Oława – Jelcz-Laskowice – Częstochowa – woj. świętokrzyskie – Zamość

– Dystans: ok. 600–1000 km (w zależności od wybranej trasy alternatywnej)

– Kryterium wiekowe dla jednośladów: Minimum 30 lat (premiera rynkowa przed 1994 r. lub blok wschodni)

– Cel charytatywny – Wsparcie finansowe dla 1000 dzieci (subkonta fundacji Siepomaga)

 

 

Koła w ruchu i brak taryfy ulgowej

Dla środowiska motocyklowego Rajd Koguta to szczególny sprawdzian. Pokonanie kilkuset kilometrów za kierownicą trzydziesto-, czterdziestoletnich, a często i starszych jednośladów wymagało od uczestników czegoś więcej niż tylko opłacenia wpisowego.

Na trasie do Zamościa nie było miejsca dla mięczaków – awarie eliminowały nieprzygotowanych. Zapchane dysze w gaźnikach, kapryśne instalacje 6V, pękające linki sprzęgła czy przegrzane cylindry w klasycznych WSK-ach, SHL-kach, Junakach czy ciężkich zaprzęgach Dniepra i Urala nie były zaskoczeniem. Na tym rajdzie objawia się prawdziwa, bezinteresowna solidarność – narzędzia i wymiana doświadczeń krążyły między uczestnikami bez względu na to, kto czym jechał.

 

Fundacja DKMS i Motocyklista do szpiku kości

Oczywiście na wolontariuszy DKMS można zawsze liczyć, tak było również tym razem – w Zamościu. Fantastyczni – pełni entuzjazmu, dobrego humoru i pełnego profesjonalizmu – byli gotowi nieść idę dawstwa szpiku i rejestrowali kolejnych bohaterów chcących dać życie tym, którym gaśnie ostatnia nadzieja. Udało się zarejestrować blisko 100 osób… to kolejne 100 szans i wiara na uratowanie kolejnych istnień… to bohaterstwo, które nie ma ceny.

 

 

Herosi edycji: z Phuket na zamojski Rynek Wielki

Tegoroczny rajd miał swoich absolutnych herosów, którzy udowodnili, że granice w motoryzacji istnieją tylko w głowach. Ekipa z Tajlandii: Pięciu śmiałków z projektu „Z Ziemi Tajskiej do Polski” pokonało dystans 11 000 kilometrów, jadąc przez 11 krajów (m.in. Laos, Chiny, Kazachstan) trzema klasycznymi polskimi samochodami z kierownicą po prawej stronie (wersje eksportowe z lat 80.). Dotarli prosto na start w Oławie, by bez odpoczynku przejechać całą trasę Rajdu Koguta aż do Zamościa. Maszyny te docelowo zasilą zbiory muzealne.

– Weterani wypraw: W kolumnie rajdowej zameldowali się również uczestnicy projektu „Jelczem w Himalaje” oraz Marek Suslik, podróżnik znany z ekstremalnych zimowych wypraw motocyklowych, co podniosło merytoryczną rangę wydarzenia w oczach profesjonalistów.

 

Finał na Roztoczu. Zamość zdał egzamin

Zwieńczenie rajdu na terenie Aeroklubu Ziemi Zamojskiej w Mokrem oraz na Rynku Wielkim w Zamościu pokazało, jak ogromny potencjał drzemie w tego typu wydarzeniach. Renesansowa architektura Zamościa na dwa dni stała się tłem dla żywej historii motoryzacji.

 

Mieszkańcy i turyści mogli z bliska zobaczyć przekrój myśli technicznej minionych dekad. Oprócz walorów estetycznych i integracyjnych, na lotnisku w Mokrem zorganizowano strefę licytacji, koncertów (wystąpił m.in. zespół VOX) oraz masową akcję krwiodawstwa oraz wspomnianą wyżej rejestrację potencjalnych dawców szpiku przez fundację DKMS. Warto podkreślić, że cała logistyka – mimo napływu tysięcy maszyn – została sprawnie skoordynowana przy udziale lokalnych służb oraz Wojskowego Centrum Rekrutacji.

 

Wielka impreza, wiele zagadek – kilka pytań zadaliśmy Mariuszowi Terrano – jednemu z organizatorów tego niezwykłego wydarzenia, które przechodzi do historii motoryzacji i dobroczynności:

Paweł Kot: Logistyka i skala: Gdzie leży granica przepustowości? Ponad 4000 załóg na trasie do Zamościa to logistyczny Mount Everest. Finał na lotnisku w Mokrem i zamojskim Rynku wymagał precyzyjnej koordynacji. Co z perspektywy organizatora było największym kryzysem logistycznym tej edycji i jakie wnioski wyciągacie na przyszłość przy tak potężnej skali przedsięwzięcia?

Mariusz Terrano: To prawda Jubileuszowa edycja była wyzwaniem, ale takim, które sami sobie narzuciliśmy, od początku do końca przemyślana i zorganizowana. 

Mając świadomość, że przy takiej ilości załóg, margines błędu praktycznie przestaje istnieć, a każda decyzja ma wpływ na tysiące ludzi , musieliśmy myśleć kilka kroków do przodu. Sukces organizacyjny na lotnisku w Mokre to przede wszystkim współpraca z miastem, służbami, wolontariuszami i samymi uczestnikami, którzy wykazali się dużą cierpliwością i zrozumieniem.

Wnioski na przyszłość to to, że Rajd Koguta doszedł do momentu, w którym dalszy rozwój nie powinien oznaczać wyłącznie większej liczby załóg, chcemy przede wszystkim zachować bezpieczeństwo, sprawną organizację i rodzinną atmosferę wydarzenia.

Czasem mniej oznacza lepiej, jeśli pozwala dostarczyć wszystkim jeszcze lepsze doświadczenia. 

 

PK: Kondycja klasycznych jednośladów: Jak poradzili sobie motocykliści? Dla maszyn minimum 30-letnich – od WSK po ciężkie zaprzęgi – trasa na Roztocze była bezwzględnym sprawdzianem technologicznym. Jak ocenia Pan postawę i frekwencję motocyklistów w tym roku? Czy w czasach tak ogromnej liczby uczestników na poboczach wciąż dominuje bezinteresowna, mechaniczna solidarność, czy staje się ona powoli towarem deficytowym?

MT: Kondycja jednośladów ? To pytanie do uczestników, z perspektywy organizatora jesteśmy bardzo zadowoleni, dystans i nie łatwa trasa pokazuje, że te perełki po 50, 60 lat zdały sprawdzian czasu i technologii. 

 

PK: Perspektywa B2B: Jak branża motoryzacyjna reaguje na ruch klasyków? Rajd Koguta generuje gigantyczny ruch na rynku części zamiennych, mechaniki i akcesoriów. Czy z Waszej perspektywy widać rosnące, komercyjne zaangażowanie firm z branży motoryzacyjnej (dystrybutorzy, serwisy), które dostrzegają tu potencjał biznesowy, czy wydarzenie wciąż opiera się niemal wyłącznie na oddolnym entuzjazmie osób prywatnych?

MT: To prawda od kilku lat widać rosnące zainteresowanie klasykami, a za tym idzie odpowiedź rynku. Rajd Koguta ma jednak swoje zasady i dobieramy partnerów, którzy nie patrzą tylko na biznes ale również wnoszą wartość dodatnią do całego przedsięwzięcia, są to przede wszystkim partnerzy o których pytają przez cały rok uczestnicy zgłaszając się do Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie z prośbą o pomoc w odrestaurowaniu czy remoncie klasyka. 

 

PK: Wymiar ludzki: Wstępny bilans dla 1000 dzieci. W tym roku cel był wyjątkowo ambitny – wsparcie subkont aż tysiąca dzieci w Fundacji Siepomaga. Czy są już znane szacunkowe, wstępne kwoty, jakie udało się zabezpieczyć podczas jubileuszu?

MT: W tym roku zgodnie z zapowiedziami cała kampania Charytatywnego Rajdu Koguta zostanie transparentnie rozliczona i opublikowana, niespełna 1000 dzieci otrzyma wsparcie, które zostanie przekazane na subkonta fundacji, dzieci z powiatu Oławskiego otrzymają ok. 8585 zł, a dzieci zgłoszone przez uczestników otrzymają po ok. 4580 zł, tu również należy zwrócić uwagę na dużą współpracę z Fundacją Siepomaga dzięki której cała zbiórka przebiegła sprawnie, a wspomniane wsparcie lada dzień trafi do potrzebujących.

Wsparcie również otrzymał Szpital w Oławie w wysokości 200 tyś. zł. na zakup nowych lamp do sal operacyjnych, schronisko dla zwierząt w Oławie w wysokości 60 tyś. zł. na zakup ogrzewanego kontenera, dla miasta Oława i Jelcz-Laskowice przeznaczyliśmy po 50 tyś. zł na zakup defibrylatorów i sprzętu medycznego, a dla Zamościa przeznaczone zostało 100 tyś. zł od uczestników Rajdu Koguta i Fundacji Siepomaga, która dołożyła ze środków własnych 130 tyś. zł. na wspólny zakup samochodu przeznaczonego do przewozu osób z niepełnosprawnością jako dar dla mieszkańców. Po raz trzeci również przeznaczymy na budowę studni w Afryce ” Kapnij dla Afryki” to koszt 25 tyś. zł. ta inicjatywa spotkała się z pozytywnym odbiorem uczestników tym bardziej, że w rajdzie wzięła udział ekipa z Kenii, która wzbudziła wielką sympatię. 

 

PK: Strategia na przyszłość: Co po zamknięciu pierwszej dekady? Dziesiąta edycja, obecność międzynarodowych ekip oraz status jednego z największych rajdów charytatywnych w Europie stawiają poprzeczkę niezwykle wysoko. Co dalej z Rajdem Koguta? Czy formuła imprezy osiągnęła już swój sufit organizacyjny i bezpieczeństwa, czy rozważacie zmianę formuły lub dalszą ekspansję geograficzną?

MT: Pytacie o przyszłość, my się nie zatrzymujemy, pomagamy dalej, a pasja do motoryzacji nas napędza jak motto założyciela rajdu Tomasza Jurczaka: „Podróżuj, pomagaj. Pieniądze wrócą, czas – nigdy” 

Na chwilę obecną skupiamy się na szybkim rozliczeniu jubileuszowej edycji, tego oczekują od nas uczestnicy i beneficjenci, następnie odpoczynek i powrót do codziennych obowiązków. 

 

 

Rajd Koguta 2026 udowodnił, że pasja do klasycznej motoryzacji może iść w parze z realną, oddolnie organizowaną pomocą potrzebującym. Ponad 4000 załóg pokazało rynek wtórny, turystykę i kulturę techniczną w jej najlepszym, najbardziej surowym wydaniu, a okazana dobroć i hojność pomoże odmienić bardzo trudny los wielu ludzi. Wielkie gratulacje dla organizatorów… niech rajd trwa… 😉

 






Podziel się z innymi

Dodaj komentarz

  1. Avatar for Naczelny ZIENTAR says:

    Źle nacisnąłem „gwiazdki” bo miało być 5!